Podczas czwartkowej sesji byki pokazały zaskakującą siłę. Nie była ona jednak na tyle duża, aby zanegować bardzo zły sygnał z wtorku w postaci luki bessy. Obecny obraz techniczny przypomina sytuację z końca ubiegłego miesiąca, z tą różnicą, że rynek niekoniecznie musi teraz zrobić kolejne podejście pod strefę oporu.
Wtedy to kontrakty równie niespodziewanie wyłamały się dołem z parodniowej konsolidacji, od razu tworząc lukę bessy. Tym razem spadek był równie zaskakujący, podobnie mocny i też w jego wyniku powstała luka bessy. Kolejny dzień (środa) to uspokojenie, by nie powiedzieć wygrana byków, gdyż zniżka nie była kontynuowana.
Czwartkowa sesja rozpoczęła się od wzrostu, ale w pierwszej godzinie nie można było jasno określić dominującej tendencji. Dopiero po otwarciu rynku kasowego ruszył mocno do góry, w czym pomagała ciągła wymiana liderów wzrostów i podtrzymywanie kursów niektórych spółek. W efekcie, cena kontraktów wzrosła aż do 1710 pkt przy wysokim wolumenie i wciąż malejącej liczbie otwartych pozycji.
Zaraz po utworzeniu lokalnego wierzchołka rynek zaczął bardzo szybko spadać, co przez niektórych było tłumaczone gorszymi od prognoz danymi makro w USA. Ciekawe, czy faktycznie słabe dane tylko na naszym rynku zostaną należycie zrozumiane, a Amerykanie znów przejdą obok nich obojętni?
Od strony technicznej mamy zatrzymanie spadków na linii trendu łączącej dno z 20 listopada z poziomem otwarcia specyficznej świecy z 4 grudnia. Z drugiej strony, 30-pkt górny cień wczorajszej czarnej świecy można interpretować tylko w jeden sposób. Obraz rynku po sesji jest bardzo zły. Wskaźniki już wcześniej zgodnie wygenerowały jednoznaczne sygnały sprzedaży, tak więc rozsądne pozostaje przebywanie po krótkiej stronie rynku.