- Spotykamy się ze stroną polską 9 i 10 marca. Wówczas wyjaśnimy kwestię odszkodowań dla polskich firm - powiedział wczoraj Aleksander Riezanow, zastępca prezesa zarządu Gazpromu. Uważa on jednak, że w wyniku ograniczenia dostaw Polska gospodarka nie ucierpiała. Według wyliczeń Gazpromu, pierwszego dnia dostawy gazu uległy zmniejszeniu o 35%, dzień później o 50%.
Przypomnijmy, że Rosjanie zakręcili kurek z gazem do Polski i Niemiec, gdy nie dogadali się z Białorusinami w sprawie ceny, po jakiej dostarczają im surowiec. Obawiali się, że po raz kolejny Białoruś będzie nielegalnie korzystać z gazu płynącego tranzytem. Na razie Białorusini ratują się kontraktami krótkoterminowymi z rosyjskimi firmami Itera i Transnafta. Z tą drugą podpisali umowę na dostawę 1 mld m3 gazu, co na marzec powinno wystarczyć. Gazprom jest gotów w każdej chwili podpisać kontrakt długoterminowy na dostawy gazu na Białoruś. Według agencji Interfax, do zawarcia tego kontraktu powinno dojść w najbliższych dniach.
Zdaniem przedstawiciela Gazpromu, receptą na przerwy w dostawie gazu jest budowa podziemnych magazynów na ten surowiec. Dwa, które istnieją obecnie w Polsce, jego zdaniem nie wystarczają. Zapowiedział, że na ten temat również będą prowadzone rozmowy przy okazji przyszłotygodniowego spotkania.
PGNiG chce rekompensaty
Wiceprezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa Franciszek Krok zapowiedział, że spółka będzie się domagać odszkodowań od Gazpromu. - W środę na temat możliwych odszkodowań będziemy rozmawiać z przedstawicielami zakładów Wielkiej Syntezy Chemicznej, którym ograniczyliśmy wtedy dostawy - mówił wczoraj. Wiceprezes nie podał konkretnej kwoty, jakiej PGNiG będzie dochodzić od Rosjan.