Chińskie władze mają świadomość tego, co stało się w Japonii na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku, gdy spekulacyjna bańka, nadmuchana w poprzednich latach (dla przykładu: grunty w Tokio były wyceniane wyżej niż w całej Kalifornii), pękła. Padł sektor bankowy, nagle wzrosło bezrobocie i na lata gospodarka pogrążyła się w recesji. Chińczycy wiedzą, że obecnie ich sytuacja bardzo przypomina tę sprzed kilkunastu lat i chcą uniknąć powtórki japońskiego scenariusza.Zdaniem ekonomistów, kolejnym ruchem chińskich władz ku wystudzaniu gospodarki będzie podwyżka stóp procentowych. Pozostają one bez zmian od ponad 10 lat i wynoszą 1,98% w stosunku do depozytów denominowanych w juanach.
Zagrożeń jest wiele
Analitycy mimo wszystko widzą przyszłość Chin w czarnych barwach. Przerost inwestycji jest oczywisty. Równie duże obawy budzi stan sektora bankowego. Według szacunków, złe długi stanowią ok. 50% udzielonych kredytów i reprezentują ponad 40% PKB (ok. 570 mld USD). Trzeba przy tym pamiętać, że w latach 1999-2000 chiński rząd wpompował w system bankowy ok. 200 mld USD, a pod koniec ub.r. kolejne 45 mld USD (właśnie z przeznaczeniem na wykup złych długów). Do Chin wkraczają banki zagraniczne i państwowe instytucje wymagają zdecydowanych reform, by podołać konkurencji. Tym bardziej że wkrótce rząd chce je prywatyzować - udziały chce zaoferować zagranicznym inwestorom.
Naciski na uwolnienie juana
Inne zagrożenie to sztywne powiązanie chińskiej waluty z dolarem. Naciski USA na uwolnienie bądź przewartościowanie juana sprawiły, że do Chin napłynęło sporo kapitału spekulacyjnego. Zagranica zainwestowała w chińskie aktywa w nadziei na szybki i łatwy zarobek, w momencie zmiany polityki walutowej. Jeśli stały kurs się utrzyma, bardzo możliwe, że Amerykanie - obecnie jedni z większych odbiorców chińskich towarów zza Wielkiego Muru - zdecydowanie rozszerzą restrykcje na ich import. Sami mogą się znaleźć wówczas w opałach, Chiny bowiem nadwyżki z handlu lokują teraz głównie w obligacjach USA, finansując rekordowy deficyt rządu Busha. Niedawno jedna z chińskich gazet doniosła, że przewartościowanie juana może być kwestią najbliższego miesiąca, ale bank centralny natychmiast uciął spekulacje.
Niepokój analityków budzi też postępujące rozwarstwienie społeczeństwa. W miastach ludzie zarabiają teraz 1000-1200 USD na rok, blisko trzy razy więcej niż na wsiach. W miastach szybciej też zarobki rosną, o około 20% co roku, a na terenach wiejskich o zaledwie 3%. W rolnictwie, które wytwarza tylko 17% PKB, pracuje ok. połowa Chińczyków. Co roku część z nich przyjeżdża w poszukiwaniu pracy do miast, ale tylko nieliczni znajdują zatrudnienie, przez co bezrobocie wzrasta. Według ekspertów, władza jest jednak jeszcze na tyle silna, że rozruchów społecznych nie należy spodziewać się zbyt prędko.