Podobnie jak giełdowe LPP czy Redan, SNC handluje odzieżą za pośrednictwem własnych sklepów (około 50) oraz działających na zasadzie franszyzy (ponad 150). Sieć bardzo dynamicznie się rozrasta: w lutym o 11 obiektów, w całym roku ich liczba ma się zwiększyć o 50-70. Jej rozwój jest dla przedsiębiorstwa priorytetem.
W ciągu 2-3 lat firma chciałaby jednak wybudować następną sieć sklepów charakteryzujących się lepszym wystrojem i oferujących odzież markową (SNC planuje wypromowanie własnej marki) wysokiej jakości. Spółka jest, jak zapewnia prezes Krzysztof Gąsiorowski, na półmetku prac nad kreacją nowej linii odzieżowej.
Właścicielami SNC są prezes oraz jego żona. W planach mają przekształcenie przedsiębiorstwa w spółkę akcyjną. - Oczekuję, że dojdzie do tego na przełomie roku - informuje nas K. Gąsiorowski. Kolejnym krokiem będzie wprowadzenie spółki na giełdę. Publiczna oferta miałaby zapewnić 40-50 mln zł. To, w ocenie SNC, wystarczy na pokrycie kosztów budowy nowej sieci handlowej i wypromowanie na polskim rynku silnej marki odzieżowej.
Prezes zapewnia, że debiut na parkiecie nastąpi, kiedy spółka osiągnie odpowiednią wielkość. Granica to 100 mln zł obrotów. - Kiedy ją przekroczymy, na pewno wejdziemy na giełdę. Chcemy pokazać inwestorom poważne, wiarygodne przedsiębiorstwo, które ma już jakąś pozycję - mówi prezes. W ubiegłym roku przychody firmy wyniosły 50 mln zł, w 2004 r. mają sięgnąć 72-75 mln zł. Jeśli będą rosły w tym tempie, do oferty powinno dojść w 2005 roku. Pytany o zyski, K. Gąsiorowski nie podaje danych, ale zapewnia: co roku wypracowujemy zyski. Firma jest w 100% rentowna.