Ostatnie sesje na Wall Street upłynęły pod znakiem względnej stabilizacji indeksów. Powszechnie uważa się, że obserwowany marazm związany jest z oczekiwaniem na dzisiejszy raport z amerykańskiego rynku pracy. Być może. Chociaż mając świadomość, że już od stycznia w przypadku Średniej Przemysłowej i S&P500 możemy mówić o trendzie bocznym, a także widząc, jak rynki reagują (a raczej nie reagują) na publikowane dane makroekonomiczne, śmiem wątpić, że raport Departamentu Pracy mógłby coś tu zmienić.

Atmosfera znużenia z DJIA i S&P500 przeniosła się również na rynek technologiczny. Nasdaq zakleszczył się pomiędzy dolnym ograniczeniem kanału trendowego i 50-dniową średnią kroczącą z jednej strony, a 100-dniową średnią z drugiej. Stan takiego zawieszenia trwa już prawie dwa tygodnie. To znacznie utrudnia analizę. Pomimo wybicia dołem z półrocznego wzrostowego kanału oraz przełamania wsparcia tworzonego przez średnią, nie możemy mówić o czystym sygnale sprzedaży. W czasie ostatniej hossy Nasdaq już kilkakrotnie generował podobne sygnały, po czym zawracał na 100-dniowej średniej i tworzył nowe szczyty. Stąd lepiej powstrzymać się z otwieraniem krótkich pozycji do czasu przełamania przez ten indeks wspomnianego wsparcia.

Podczas gdy główne amerykańskie indeksy pogrążają się w marazmie, czekając na impuls, który pchnie rynki w jakimś kierunku, japoński Nikkei znalazł się na najwyższym poziomie od 21 miesięcy. Fakt ten jest o tyle wart odnotowania, że od września ubiegłego roku był on jednym ze słabiej zachowujących się indeksów. Niedźwiedzie nie potrafiły jednak wykorzystać licznych sygnałów sprzedaży, jakie na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy zostały wygenerowane. A na giełdzie, podobnie jak w piłce nożnej, niewykorzystane okazje się mszczą.

Wybicie Nikkei powyżej 11,2 tys. pkt otwiera bykom drogę do oporu w okolicach 12 tys. pkt (szczyty z marca i maja 2002 roku). Na tę chwilę ten scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. Oczywiście, powrót poniżej poziomu 11,2 tys. pkt w sposób jednoznaczny go zaneguje, a przewaga znów będzie po stronie podaży.