Hugo Boss jest najpoważniejszym kontrahentem łódzkiej spółki. Systematycznie podpisuje z nią umowy dotyczące przerobu uszlachetniającego, czyli szycia ubrań (płaszczy i kurtek) z jego materiałów. Dla Próchnika to o tyle korzystna forma kooperacji, że nie wymaga znaczących środków obrotowych, których brak jest najpoważniejszym problemem firmy.
Tym razem Hugo Boss zamówił 33 tys. sztuk odzieży. - Udało nam się wynegocjować wyższe ceny i zdobyć ilościowo większe zamówienie - mówi prezes Katarzyna Suszanowicz. Kontrakt będzie realizowany do końca października. W praktyce zapewne spółka wykonywać będzie tzw. doszycia. Dzięki nim umowy z Hugo Boss mają zwykle znacznie większą wartość niż pierwotnie deklarowana.
Spółka myśli o kolejnych umowach. Finalizuje pilotażowy kontrakt, zakładający przeszycie na rynek amerykański 1,5 tys. ubrań. - Liczymy, że to początek większego projektu. Zgłaszają się do nas także firmy, które dawno już z nami nie współpracowały. Dotyczy to nie tylko przeszyć, ale i zamawiania naszych wyrobów - wyjaśnia K. Suszanowicz. Zwiększenie sprzedaży to klucz do sukcesu zrestrukturyzowanego przedsiębiorstwa. W ubiegłym roku jego przychody wyniosły zaledwie 6,4 mln zł (były o prawie 3 mln zł niższe niż w 2002 r.). Strata netto zmniejszyła się do 1,5 mln zł.
Inwestorzy informacje o kontrakcie z Hugo Boss przyjęli bardzo pozytywnie. Na zamknięciu za akcje płacono po 1,9 zł (aż o 35,7% więcej niż dzień wcześniej). Właściciela zmieniło w sumie 2,76 mln walorów (prawie 28% kapitału). Notowania rosną już od pewnego czasu. Wpływ miały na to także decyzje ostatniego WZA. Większość w radzie nadzorczej uzyskali reprezentanci Elżbiety Sjöblom, która ma 6,5% kapitału. To, zdaniem niektórych graczy, zwiększa szanse na znalezienie źródeł finansowania dla przedsiębiorstwa. - Wciąż rozmawiamy z różnymi podmiotami na temat pieniędzy. Za wcześnie mówić, jakie mogą być efekty - twierdzi prezes Suszanowicz.