Reklama

Obniżki podatków

Podatki są ostatnio bardzo modnym tematem dyskusji polityków i ekonomistów. Pojawiają się różne, często bardzo śmiałe i przemawiające do wyobraźni pomysły zmian systemu podatkowego. Związki pracodawców domagają się generalnego obniżenia podatków i wprowadzenia podatku liniowego. Rząd obniża podatek od zysków (CIT) i wprowadza w życie podatek liniowy dla osób prowadzących działalność gospodarczą (choć w powszechnej opinii jednocześnie drugą ręką zabiera to, co dał).

Publikacja: 06.03.2004 09:01

Centrum im. Adama Smitha proponuje likwidację składek na ubezpieczenia społeczne i podatku PIT, wprowadzając w miejsce tego niski, liniowy podatek od funduszu płac (25%). Platforma Obywatelska kokietuje wyborców obniżeniem podatków według reguły 3 razy 15% (15% liniowej stawki PIT, VAT i CIT), co zresztą tylko pozornie oznacza zawsze obniżkę podatków. PiS idzie w swoich propozycjach jeszcze dalej, nie usiłując nawet sprawdzić, jakie straty dla dochodów budżetowych przyniosłyby proponowane, skądinąd korzystne dla przedsiębiorców zmiany.

Argumentem bardziej lub mniej otwarcie eksponowanym przez autorów planów reform jest ich pozytywny wpływ zarówno na wzrost gospodarczy, jak (być może w nieco dłuższym okresie) na sytuację budżetu. Lepszy, prostszy system podatków, operujący niższymi krańcowymi stawkami, powinien poprawić ściągalność należności państwa, a zamożniejsi Polacy zapłacą z czasem globalnie wyższe podatki, nawet przy niższych stawkach. Skrajnym przypadkiem takiego podejścia jest odwołanie się do tzw. krzywej Laffera, sugerującej, że w wyniku obniżki podatków dochody państwa mogą nie spaść, ale wręcz wzrosnąć (por. ramka 1).

Nikt spośród poważnych ekonomistów nie ma wątpliwości, że niższe podatki są Polsce potrzebne i dobrze przysłużyłyby się rozwojowi gospodarki i zwalczaniu bezrobocia. Wskazują na to zresztą nie tylko rozważania teoretyczne, ale również doświadczenia wielu krajów świata (por. ramki 2-3). Musimy więc znaleźć sposób na to, aby podatki obniżyć. Z drugiej jednak strony, jeśli obniżka podatków doprowadziłaby do wzrostu deficytu budżetowego i długu publicznego, jej konsekwencje mogłyby być opłakane. Ostry kryzys finansów publicznych z nadwyżką przeważyłby wszystkie korzyści płynące z niższych podatków, a wyższa inflacja zjadłaby nominalnie wyższe dochody ludzi i firm. W Polsce nie ma więc miejsca na ekonomiczną szarlatanerię: warunkiem obniżenia podatków jest jednoczesna redukcja wydatków budżetowych, tak by deficyt nie wzrósł (a jeszcze lepiej, aby spadł).

Gorący zwolennicy krzywej Laffera, nawołujący do obniżenia podatków bez patrzenia na sytuację budżetu, powinni przyjrzeć się doświadczeniom USA (por. ramka 4). Obniżka podatków rzeczywiście pomaga rozruszać gospodarkę. Jeśli jednak nie towarzyszą jej odpowiednie oszczędności w wydatkach, nieniknioną konsekwencją jest silny wzrost deficytu. USA mogły sobie na taki błąd pozwolić. Zadłużona po uszy Polska, mająca już dziś ogromny deficyt budżetowy, nie może. Obniżka podatków - oczywiście że tak, ale pod warunkiem jednoczesnej redukcji wydatków!

Ramka 1.

Reklama
Reklama

Krzywa Laffera

Jedną z najbardziej znanych - i efektownych - koncepcji teoretyczno-ideologicznych, sugerujących, że obniżka podatków nie musi wcale prowadzić do strat budżetu, a jej podwyżka do dodatkowych dochodów, jest tzw. krzywa Laffera.

Krzywa Laffera pokazuje związek między wysokością stawki podatkowej (na osi poziomej) i łącznym dochodem, który państwo uzyskuje z tytułu tego podatku (na osi pionowej). Jak duże będą wpływy przy stawce podatku równej 0%? Oczywiście, zerowe, bo nie trzeba będzie płacić podatku. Jeśli stawkę zwiększymy np. do 5%, uzyskamy już jakieś wpływy. Przy 10% wpływy będą odpowiednio większe, przy 15% jeszcze większe. Ile jednak będą wynosić, jeśli pazerny fiskus zwiększy stawkę podatku do 100%? Rzecz jasna, zerowe, bo jeśli wykazujący jakąkolwiek aktywność gospodarczą i zarabiający pieniądze człowiek musiałby całość swojego dochodu oddawać państwu, machnął by na to wszystko ręką, położył by się pod drzewem i spał, zamiast pracować.Skoro przy stawce 0% dochody są zerowe, przy wzroście stawki rosną, ale przy stawce 100% są ponownie zerowe, to znaczy, że od któregoś momentu dalsze podnoszenie stawki podatkowej powoduje nie wzrost, lecz spadek dochodu. Innymi słowy, istnieje stawka podatkowa, przy której budżet osiąga maksymalne korzyści. Jeśli w jakimś kraju poziom tej stawki jest przekroczony, rozsądne obniżenie podatków spowoduje nie spadek, lecz wzrost dochodów. Nie jest to może wielka filozofia, ale bardzo zgrabne i przemawiające do wyobraźni rozumowanie.

Krzywa Laffera jest koronnym argumentem zwolenników obniżek podatków. Rzeczywiście, mamy dowody na to, że czasem może to być rozsądne: obniżenie w Polsce akcyzy na alkohol przyniosło w zeszłym roku nie spadek, a właśnie wzrost dochodów budżetowych.

Krzywa Laffera jest jednak powszechnie nadużywana przez zwolenników obniżek podatków, skłonnych zawsze twierdzić, że lęki ministrów finansów na temat spadku dochodów są wyrazem ignorancji, a w najlepszym przypadku konserwatyzmu. Rzecz w tym, że wcale nie wiemy, gdzie następuje punkt przegięcia krzywej, od kiedy dochody spadają. A może jest to dopiero 80 czy 90%? Gdyby tak było, obniżka w Polsce podatku PIT byłaby ryzykowna.

Ramka 2. Podatki a wzrost gospodarczy - teoria

Reklama
Reklama

Nawet jeśli uznać, że krzywa Laffera to zazwyczaj raczej propagandowa bajka niż rzeczywistość (bo zazwyczaj normalne gospodarki znajdują się raczej na lewo od punktu, w którym wzrost stawki powoduje spadek dochodów, a więc obniżka stawki spowoduje spadek dochodów budżetowych), nie oznacza to wcale klęski koncepcji obniżki podatków.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że niskie podatki dobrze służą wzrostowi gospodarczemu. Innymi słowy, nawet jeśli w wyniku obniżki podatków budżet traci, zyskują podmioty prywatne. Ponieważ niskie podatki służą rozwojowi gospodarczemu, łączny dochód rośnie, a zyski sektora prywatnego (firm i gospodarstw domowych) są zdecydowanie większe, niż straty poniesione przez budżet.

Dlaczego niskie podatki służą szybszemu wzrostowi gospodarczemu? W grę wchodzi kilka przyczyn.

Po pierwsze, niskie podatki zachęcają do rozwoju przedsiębiorczości i do większej aktywności ekonomicznej mieszkańców kraju. Im większą część dodatkowego dochodu, który osiągnie człowiek wskutek dodatkowego wysiłku (np. podjęcia dodatkowej pracy), zabiera budżet, tym mniejsza zachęta do tego wysiłku.

Po drugie, niskie podatki oznaczają zazwyczaj również niższe wydatki państwa. A niższe wydatki, to mniejsze poczucie bezpieczeństwa socjalnego obywateli. Przykro stwierdzić, ale to właśnie brak bezpieczeństwa socjalnego zmusza ludzi do większej aktywności ekonomicznej, podczas gdy pełne bezpieczeństwo rozleniwia.

Po trzecie, niższe podatki oznaczają mniejsze zachęty do ucieczki do szarej strefy. A szara strefa, choć na krótką metę pomaga stworzyć dodatkowe miejsca pracy i wygenerować dodatkowy dochód, na dłuższą przeszkadza w rozwoju. Skoro bowiem znacząca część przedsiębiorców i pracowników unika płacenia podatków, nieliczni w pełni uczciwi dociskani są coraz wyższymi stawkami podatkowymi (bo państwo stara się wydusić z nich te same dochody, na które powinni składać się wszyscy). A to tworzy presję na dalszą ucieczkę do szarej strefy, zmieniając sytuację w zaklęte koło.

Reklama
Reklama

Po czwarte, niższe podatki zachęcają do napływu kapitału z zagranicy, podczas gdy podatki wysokie skłaniają ludzi i ich dochody do ucieczki z kraju. Firmy przenoszą się do miejsc oferujących niższe podatki i do realizacji zysków w "rajach podatkowych". Bogaci ludzie uciekają ze swoimi dochodami za granicę i płacą podatki tam, gdzie im się to najbardziej opłaca. Inwestorzy wybierają te kraje, które oferują im największe zachęty w postaci niskich podatków.

Słowem, niższe podatki powinny wieść do szybszego wzrostu produkcji i dochodów, a więc do wzrostu zamożności społeczeństwa, nawet jeśli odbywałoby to się wskutek niższych dochodów budżetowych (niższych przejściowo, bo z czasem bogatsi obywatele zapłaciliby globalnie więcej podatków, nawet jeśli stawki byłyby niższe). Oczywiście z wyjątkiem sytuacji, gdyby niższym dochodom nie towarzyszyły niższe wydatki budżetowe, bo koszt pojawiającego się wtedy deficytu mógłby łatwo przekroczyć wszystkie korzyści.

Nie ma jednak róży bez kolców. W wyniku obniżki podatków średni dochód mieszkańca kraju z czasem rośnie, zmienia się jednak struktura tych dochodów. Podatki i wydatki budżetowe służą zazwyczaj (choć nie zawsze) wspieraniu grup ekonomicznie najsłabszych. Przy niższych podatkach, wyższy przeciętny dochód łączyłby się więc z większym zróżnicowaniem dochodów.

Ramka 3. Podatki a wzrost gospodarczy

- praktyka

Reklama
Reklama

Dodatni wpływ niskich podatków na poziom PKB potwierdzają obserwacje dotyczące wzrostu gospodarczego w różnych krajach świata.

Kraje OECD (a więc gospodarki rozwinięte, w stosunku do których dysponujemy odpowiednio wiarygodnymi i porównywalnymi danymi) różnią się pod względem przeciętnej skali opodatkowania swoich obywateli. Najbardziej zagregowana miara opodatkowania, czyli relacja łącznych dochodów państwa do PKB, wynosi ok. 32% w USA, 35% w Wielkiej Brytanii i Irlandii, 40% w Polsce, blisko 50% w Niemczech i Francji oraz blisko 60% w krajach skandynawskich. Stawki podatkowe są więc bardzo różne i trudno znaleźć prawidłowość wiążącą ich poziom z zamożnością kraju.

W ostatnim dwudziestoleciu z łatwością daje się jednak zaobserwować związek przeciętnej wysokości podatków z tempem wzrostu gospodarczego. Im wyższe podatki, tym długookresowy wzrost PKB jest wolniejszy.

Ramka 4. Praktyczna weryfikacja

krzywej Laffera:

Reklama
Reklama

USA w latach 80.

Teorię, że obniżenie opodatkowania wiedzie do szybszego wzrostu dochodów i do poprawy sytuacji budżetu (wzrostu wpływów podatkowych) przetestowano praktycznie w USA na początku lat 80.

Po wygraniu przez Ronalda Reagana jesienią 1980 wyborów prezydenckich, przyszedł czas na spełnienie obietnic wyborczych (w USA obietnice takie są wypełniane częściej niż w Polsce). Reagan obiecywał rozkręcenie kulejącej gospodarki poprzez walkę z inflacją i obniżenie podatków, a jego doradcy ekonomiczni (należący do tzw. szkoły ekonomii strony podażowej) głęboko wierzyli, że dzięki działaniu krzywej Laffera uda się jednocześnie uzyskać szybszy wzrost PKB i zrównoważony budżet.

W roku 1981 przeprowadzono więc radykalny program obniżki podatków: krańcowa stawka podatku od dochodów osobistych (PIT) została obniżona z 30% do 23%. Wynik był jednak mieszany. Gospodarka amerykańska rzeczywiście odżyła i już po dwóch latach weszła na szybką ścieżkę wzrostu rzędu 4-6%. Jednocześnie jednak przekonanie, że działanie krzywej Laffera spowoduje szybką poprawę sytuacji budżetu okazało się całkowitą nieprawdą. Deficyt budżetu, USA wzrósł z 2 do 6% PKB, drastycznie zwiększył się dług publiczny, wzrosły nierówności społeczne.

Słowem, obniżenie podatków okazuje się rzeczywiście znakomitą receptą na zdynamizowanie gospodarki. Z naiwnymi oczekiwaniami dotyczącymi wpływu obniżki podatków na szybką poprawę sytuacji budżetu nie należy jednak przesadzać.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama