Centrum im. Adama Smitha proponuje likwidację składek na ubezpieczenia społeczne i podatku PIT, wprowadzając w miejsce tego niski, liniowy podatek od funduszu płac (25%). Platforma Obywatelska kokietuje wyborców obniżeniem podatków według reguły 3 razy 15% (15% liniowej stawki PIT, VAT i CIT), co zresztą tylko pozornie oznacza zawsze obniżkę podatków. PiS idzie w swoich propozycjach jeszcze dalej, nie usiłując nawet sprawdzić, jakie straty dla dochodów budżetowych przyniosłyby proponowane, skądinąd korzystne dla przedsiębiorców zmiany.
Argumentem bardziej lub mniej otwarcie eksponowanym przez autorów planów reform jest ich pozytywny wpływ zarówno na wzrost gospodarczy, jak (być może w nieco dłuższym okresie) na sytuację budżetu. Lepszy, prostszy system podatków, operujący niższymi krańcowymi stawkami, powinien poprawić ściągalność należności państwa, a zamożniejsi Polacy zapłacą z czasem globalnie wyższe podatki, nawet przy niższych stawkach. Skrajnym przypadkiem takiego podejścia jest odwołanie się do tzw. krzywej Laffera, sugerującej, że w wyniku obniżki podatków dochody państwa mogą nie spaść, ale wręcz wzrosnąć (por. ramka 1).
Nikt spośród poważnych ekonomistów nie ma wątpliwości, że niższe podatki są Polsce potrzebne i dobrze przysłużyłyby się rozwojowi gospodarki i zwalczaniu bezrobocia. Wskazują na to zresztą nie tylko rozważania teoretyczne, ale również doświadczenia wielu krajów świata (por. ramki 2-3). Musimy więc znaleźć sposób na to, aby podatki obniżyć. Z drugiej jednak strony, jeśli obniżka podatków doprowadziłaby do wzrostu deficytu budżetowego i długu publicznego, jej konsekwencje mogłyby być opłakane. Ostry kryzys finansów publicznych z nadwyżką przeważyłby wszystkie korzyści płynące z niższych podatków, a wyższa inflacja zjadłaby nominalnie wyższe dochody ludzi i firm. W Polsce nie ma więc miejsca na ekonomiczną szarlatanerię: warunkiem obniżenia podatków jest jednoczesna redukcja wydatków budżetowych, tak by deficyt nie wzrósł (a jeszcze lepiej, aby spadł).
Gorący zwolennicy krzywej Laffera, nawołujący do obniżenia podatków bez patrzenia na sytuację budżetu, powinni przyjrzeć się doświadczeniom USA (por. ramka 4). Obniżka podatków rzeczywiście pomaga rozruszać gospodarkę. Jeśli jednak nie towarzyszą jej odpowiednie oszczędności w wydatkach, nieniknioną konsekwencją jest silny wzrost deficytu. USA mogły sobie na taki błąd pozwolić. Zadłużona po uszy Polska, mająca już dziś ogromny deficyt budżetowy, nie może. Obniżka podatków - oczywiście że tak, ale pod warunkiem jednoczesnej redukcji wydatków!
Ramka 1.