Ostatnio opublikowane wartości aktywów OFE i TFI pokazują, że to nie te grupy inwestorów napędzają zwyżki. Albo portfele są zbyt pełne, albo napływ środków zbyt wolny, by którykolwiek z rodzimych funduszy mógł samodzielnie wpływać na trend. Wszystkie bycze zasługi spadają na zagranicznych inwestorów. I nie inaczej było wczoraj, a potwierdzeniem tego jest zachowanie giełdy w Pradze i Budapeszcie. Oba rynki są obecnie w dynamicznej fali wzrostowej i nawet jak jeden odpoczywa (BUX wczoraj +0,16%), to pozytywne nastroje do Warszawy przenosi drugi (PX50 +2,41%). Niezależnie jak inwestorzy instytucjonalni oceniać będą polskie akcje, to w przededniu wejścia do Unii takie otoczenie unijnych kandydatów zawsze będzie wzmacniać GPW. Nawet gdy "z zagranicy" nie napłynie do nas choćby złotówka.

Ciekawie po wczorajszej sesji wyglądają wykresy. Zarówno na kontraktach, jak i na indeksie wyszliśmy (naruszyliśmy) górne ograniczenia rysowanego od stycznia klina zwyżkującego. Na indeksie prędzej jest to już kanał wzrostowy. Pytanie teraz, czy to ma jakieś większe znaczenie. Nie za bardzo. Średnioterminowym sygnałem sprzedaży mogłoby być dopiero przebicie dolnego ramienia formacji, oddalonego od obecnych notowań ponad 100 pkt. A w krótszym terminie? Pełne uzależnienie od zagranicznych inwestorów. Dopóki nie będzie zwrotu na rynku z zejściem przynajmniej pod wrześniowe szczyty, to mimo że osobiście mocnej korekty oczekuję już wkrótce, kłócenie się teraz z trendem byłoby zbyt ryzykowne. Można jedynie wzorem Warrena Buffetta zwiększyć trzykrotnie wartość gotówki w portfelu. Buffett uznając akcje za przewartościowane spieniężył część walorów i zamiast zeszłorocznego 10,28 mld USD trzyma teraz 31,26 mld USD. Łatwo powiedzieć - zrób tak jak Buffett - tylko skąd wziąć tyle pieniędzy?