Sytuacja techniczna czołowych światowych indeksów poprawiła się w ostatnim czasie. Stwierdzenie to dotyczy przede wszystkim amerykańskich S&P 500 i Nasdaq Composite oraz niemieckiego DAX - reszta wskaźników już wcześniej prezentowała się dobrze. Podwójny szczyt, który jeszcze niedawno straszył posiadaczy niemieckich akcji, załamał się. Zamiast niego mamy na wykresie zwykłą konsolidację, która najczęściej stanowi jedynie przerwę we wcześniejszym trendzie. A ten ma kierunek wzrostowy. Zamknięcie notowań ponad 4160 pkt (dodając 10 punktów do szczytu z końca stycznia) będzie sygnałem kupna, po którym wartość indeksu powinna sięgnąć 4300 pkt.

Także S&P 500 znacznie przybliżył się do górnego ograniczenia konsolidacji, w której znajduje się od pięciu tygodni. Dodatkowo trend boczny coraz wyraźniej przybiera kształt zwyżkującego trójkąta (górne ograniczenie 1160 pkt). Jeśli formacja taka występuje w trendzie wzrostowym, najczęściej stanowi jedynie jego korektę. Znacznie potwierdziła po raz pierwszy testowana linia trendu, przebiegająca po dołkach z marca i listopada 2003 r.

Tylko Nasdaq Composite wciąż znajduje się w znacznej odległości do styczniowego szczytu. Ale i tutaj nastąpiła pewna poprawa - po obronie wsparcia w okolicach 2 tys. punktów przebita została spadkowa linia trendu. O powrocie do trendu wzrostowego będzie jednak można mówić z większą pewnością, kiedy przekroczony zostanie opór na 2070 pkt. W piątek notowania cofnęły się z tego poziomu.

Z zazdrością można patrzeć na wykresy BUX i PX50. Choć rynek w Warszawie uchodzi za największy w regionie, to WIG20, w porównaniu z indeksami giełdy węgierskiej i czeskiej, zachowuje się jak młodszy brat. Mamy więc gwałtowne podrygi przetykane długimi okresami marazmu, podczas gdy BUX i PX50 poruszają się w stabilnych trendach wzrostowych. Na giełdzie w Budapeszcie padł w zeszłym tygodniu rekord wszech czasów - BUX przekroczył szczyt ustanowiony w czasie internetowej hossy. Czesi przeżywają najdłuższą hossę w historii - od września 2001 PX50 wzrósł prawie 150%.