Pierwsza część wtorkowych notowań potwierdziła, że zadyszka byków na amerykańskich parkietach ma trwalszy charakter. Technologiczny Nasdaq przełamał poprzedni dołek i równocześnie barierę 2 tys. pkt. Natomiast S&P 500, opisujący koniunkturę na szerokim rynku, przeciął linię trendu łączącą minima z marca i listopada ub.r. O ile w przypadku S&P 500 nie jest to jeszcze średniookresowy sygnał sprzedaży, o tyle sytuacja Nasdaqa wygląda coraz słabiej. Zniżka od styczniowego szczytu przekracza już 7%. To oznacza, że jest ona największa od roku. Średnia krocząca z 15 sesji przecięła od góry średnią z 45 sesji. To od 4 lat jest bardzo wiarygodna zapowiedź pogorszenia koniunktury. Niepokojąco wygląda też układ obrotów na ostatnich sesjach. Na odbiciu z końca lutego aktywność inwestorów wyraźnie zmalała, by zwiększyć się podczas poniedziałkowej przeceny. To wskazuje, że w kolejnych tygodniach Nasdaq będzie zmierzał do 1670 pkt, gdzie wypada 38,2-proc. zniesienie wzrostu, rozpoczętego na jesieni 2002 r.

Po przebiciu linii rocznego trendu zwyżkowego S&P 500 powinien przetestować wsparcie przy 1127 pkt. To dolna granica półtoramiesięcznej konsolidacji. Opuszczenie jej dołem przesądzi o dalszej przecenie. Wyjście górą zagwarantuje dotarcie do 1180 pkt, ale na więcej trudno liczyć.

Od jesieni ub.r. DJ Euro Stoxx 50, obrazujący notowania europejskich firm, porusza się wzdłuż linii trendu zaczepionej o dołek sprzed roku. Od końca stycznia kolejne odbicia od tej prostej przychodzą z coraz większym trudem. To znak, że presja kupujących sukcesywnie słabnie. Wykres z ostatniego półtora miesiąca układa się w formację wznoszącego się klina, charakterystyczną dla końcowych etapów zwyżki. W tej sytuacji kluczowe znaczenie ma poziom 2,9 tys. pkt. Jego przekroczenie będzie równoznaczne z zakończeniem tworzenia tej figury i zapowie trwalszy ruch w dół.

Im bliżej 12 tys. pkt, tym z coraz większą trudnością przychodzi wzrost tokijskiemu parkietowi. Nikkei przez ostatni tydzień zyskał zaledwie 180 pkt, czyli 1,6%. Spadająca wartość jena zachęciła do kupna japońskich akcji. Jednocześnie może być oznaką ucieczki zagranicznego kapitału, który tak chętnie w minionym roku inwestował w papiery spółek z Kraju Kwitnącej Wiśni.