Inflacja w styczniu pozostała na grudniowym poziomie 1,7% w ujęciu rocznym, ku zaskoczeniu wielu analityków, którzy spodziewali się wtedy jej wzrostu nawet do 2,0% r/r. Niższy poziom cen towarów i usług konsumpcyjnych był w styczniu spowodowany głównie niższymi cenami żywności.
"Ścieżka inflacyjna się nie zmienia. Po danych styczniowych trzeba jednak delikatnie zrewidować w dół prognozę inflacji na koniec roku, ale ogólna sytuacja nie ulega zmianie - nie widać presji inflacyjnej, słaby złoty nie przekłada się na ceny. Będziemy więc mieli łagodny wzrost inflacji w ciągu roku" - powiedział Arkadiusz Krześniak, ekonomista Deutsche Banku.
Złoty, który od miesięcy pozostaje słabą walutą zarówno wobec euro, jak i dolara, nie wpływa na zwiększenie presji inflacyjnej, gdyż importerzy nie mają przestrzeni na podwyższanie i cen raczej decydują się na zmniejszenie marży, aby nie wypaść z rynku.
"Popyt jest na tyle ograniczony, że konsumenci po prostu nie akceptują podwyżek cen" - powiedział Krześniak. W połowie roku czeka polska gospodarkę i inflacja dość spora niewiadoma. Trudno teraz przewidzieć, jaki wpływ na ceny będzie miało wejście Polski do Unii Europejskiej (UE) 1 maja. W większości jednak ekonomiści są zgodni, że to wydarzenie zapewne przełoży się - w mniejszym lub większym stopniu - na wzrost inflacji związanym z dopasowaniem cen w Polsce do tych w UE.
"Ostatnio podnieśliśmy naszą prognozę inflacji na koniec 2004 roku do 2,9% w ujęciu rocznym. Gospodarka przyspiesza, bardzo mocno wzrosły oczekiwania inflacyjne w handlu detalicznym. Również z badań przedsiębiorców wynika, że będą oni starali się podnieść ceny przy okazji wejścia do UE, choć po części będzie to odbiciem tego, że ostatnio rosną ceny producentów" - powiedział Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH.