Sprzeciw posłów budzi odebranie osobowości prawnej wojewódzkim funduszom ochrony środowiska i przekształcenie ich w oddziały narodowego funduszu. - Ten pomysł to poważny błąd - ocenia wicemarszałek sejmu Zbigniew Kuźmiuk z PSL. - To powtórka rozwiązań, jakie w służbie zdrowia stosował minister Łapiński - twierdzi poseł PO Zbigniew Chlebowski.
Cele ministerialnej propozycji to m.in. konsolidacja środków i wzmocnienie kontroli nad Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz ograniczenie kosztów działalności funduszy ekologicznych. Ma temu służyć stworzenie z wojewódzkich funduszy oddziałów NFOŚiGW. Zlikwidowanie ok. 220 stanowisk w radach nadzorczych i zarządach funduszy wojewódzkich ma dać oszczędności ponad 15 mln zł rocznie. Łącznie w ciągu najbliższych pięciu lat miałoby to być ponad 62 mln zł.
Zbigniew Kuźmiuk uważa, że oszczędności w administracji nie zrekompensują strat, jakie spowodowałyby te zmiany dla regionów. PSL na pewno nie poprze pomysłu. - Po moich rozmowach z posłami wydaje mi się, że nie będzie poparcia nawet w samym SLD - dodaje wicemarszałek. Propozycji w tym kształcie nie poprze też PO. - To kolejna centralizacja, taka sama jak miała miejsce w przypadku zlikwidowania Kas Chorych i powołania na ich miejsce Narodowego Funduszu Zdrowia - mówi poseł Chlebowski. - To powtórka z Łapińskiego - dodaje.
- Platforma źle odczytała intencje projektu - odpowiada wicepremier Hausner. - Intencje nie polegają na tym, żeby środki wojewódzkich funduszy przekazać ministerstwu, ale na włączeniu ich do budżetów samorządów wojewódzkich - tłumaczy.
Chlebowski nie zgadza się z argumentacją. - My nie mówimy, że środki z wojewódzkich funduszy ochrony środowiska przechodzą do ministerstwa. One będą nadal na poziomie województw, ale decyzję o ich wykorzystaniu będą zapadały w Narodowym Funduszu oraz w ministerstwie - wyjaśnia. Teraz członków do rad nadzorczych wojewódzkich funduszy desygnuje marszałek województwa.