- To oburzające, że mimo klauzuli o natychmiastowej wykonalności wyroku, Urząd Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych nie chce wypłacić należnych nam pieniędzy - poskarżył się nam jeden z byłych pracowników nadzoru. Wyroki zapadły w ubiegły czwartek. Ryszard Bójko, radca ds. kontaktów z mediami przewodniczącego KNUiFE Jana Monkiewicza, nie chciał komentować tej sprawy. Odesłał nas do Sławomira Peszkowskiego, naczelnika w departamencie informacji i integracji europejskiej. Ten stwierdził, że urząd ma 14 dni na odpowiedź.
Zwolnienia, czyli czystka
Pracowników, którzy wygrali w sądzie odszkodowanie, zwolniono w 2002 r. po utworzeniu Urzędu KNUiFE (powstał z połączenia Państwowego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń oraz Urzędu Nadzoru Funduszy Emerytalnych). Przed połączeniem w PUNU pracowało 103 urzędników, zaś w UNFE 173. Redukcje były bardzo duże (łącznie 103 osoby). Nasi rozmówcy twierdzą, że ludzi zwalniano pod wieloma pretekstami, np. naruszenia zasad współżycia społecznego, by równocześnie przyjąć m.in. Magdalenę Fujarską spowinowaconą z przewodniczącym Janem Monkiewiczem, Elżbietę Cytrycką, żonę eks-ministra skarbu Sławomira Cytryckiego, czy Marka Ociepkę, syna byłego podsekretarza stanu w resorcie finansów za czasów Grzegorza Kołodki.
Opiniotwórczy brukowiec
Byli pracownicy nie chcąc się pogodzić ze zwolnieniami. Wystąpili z powództwem przeciwko UKNUiFE. Pełnomocnicy nadzoru za każdym razem wnioskowali o jego oddalenie. Z relacji jednego ze skarżących wynika, że kwestionowano ich kompetencje i przydatność dla urzędu, utrudniano uzyskanie informacji na temat wysokości zarobków w nadzorze oraz prowadzonej polityki zatrudnienia. Przełom nastąpił, gdy opublikowaliśmy artykuł o polityce kadrowej prowadzonej przez Jana Monkiewicza, a także pozornych oszczędnościach, jakie przyniosła redukcja zatrudnienia. Nasze artykuły zostały włączone jako dowód w sprawie. Dodatkowo argumentację wsparto raportem NIK, dotyczącym realizacji budżetu UKNUiFE jako jednego z organów centralnych. Okazuje się, że jeden z pełnomocników urzędu nadzoru kwestionował wartość dowodową naszych publikacji, nazywając Parkiet: brukowcem.