Szanowni Państwo,
Rozwój sytuacji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie skłonił mnie do podzielenia się z Państwem spostrzeżeniami i uwagami dotyczącymi funkcjonowania tej instytucji. Przede wszystkim chciałbym się skupić na opłatach transakcyjnych, jakie ponoszą inwestorzy indywidualni od transakcji arbitrażowych i ich znikomej wartości dla akcji z WIG20 w przypadku animatora rynku. Preferencje stosowane przez GPW w stosunku do animatorów rynku, według mojej oceny, są bardzo szkodliwe dla rynku kapitałowego. Przy dokonywaniu arbitrażu faworyzują one bardzo znacząco jeden podmiot względem drugiego. W tym przypadku względem inwestorów indywidualnych. Ze strony biur maklerskich, czy też samych animatorów rynku, padają argumenty, że robiąc arbitraż, podtrzymują równocześnie płynność rynku. Od razu nasuwa mi się pytanie - co ma wspólnego tworzenie płynności na rynku z działalnością zarobkową, w najczystszej postaci, biura maklerskiego, bądź banku stojącego za animatorem?
Moje wcześniejsze stwierdzenie, że arbitraż tworzy tylko pozory płynności, widać było na niemal każdej styczniowej sesji. Transakcje arbitrażowe mają tak destabilizujący charakter, że kontrakty wielokrotnie "przelatywały" w ciągu kilku sekund o kilkanaście punktów, a inwestorzy w popłochu realizowali zlecenia, które powinny zostać zrealizowane kilkanaście punktów wcześniej. Najbardziej chyba rażącym przykładem jest sesja z dnia 22 stycznia, kiedy po godzinie 15.30 pojawiły się tzw. zlecenia kupna jednej akcji na wszystkich akcjach z WIG20, podbijając wartość indeksu. To spowodowało ruch kontraktów, wystarczający do pojawienia się arbitrażystów. W rezultacie, kontrakty z poziomu 1690 pkt błyskawicznie wzrosły do 1710 pkt. Później "lała się już tylko krew". W ciągu kilku sekund panika wypchnęła kontrakty do poziomu 1735 pkt. W tym samym czasie arbitrażyści po prostu prześcigali się w przeprowadzaniu swoich transakcji. Tak ma wyglądać stabilizacja? Mam nadzieję, że giełda przyjrzy się również, skąd pojawiły się te koszyki pojedynczych akcji, które zapoczątkowały cały ten ruch. Mam, niestety, wrażenie, że tego typu postępowanie nosi już znamiona manipulacji.
Chciałbym także, by odpowiednie organy giełdy sprawdziły, czy nie dochodziło do jeszcze groźniejszych manipulacji. Z przerażeniem, kilka tygodni temu, przeczytałem na jednej z grup dyskusyjnych wypowiedź, że wystarczy serią dużych zleceń podbić kurs kontraktów, a natychmiast pojawią się animatorzy i inni inwestorzy, którzy otwierając arbitraż, spowodują gwałtowny wzrost indeksu, a następnie paniczną ucieczkę inwestorów zajmujących przeciwne do danego ruchu pozycje. Wtedy ci, którzy cały ten ruch wywołali spokojnie, oddają im nabyte wcześniej kontrakty. Gracze ci wiedzą też, że biura maklerskie przeprowadzą swoje transakcje na każdym poziomie. Niezależnie od tego, czy rynek wzrósł wcześniej o 5%, czy spadł o tyle samo. Ich nie interesują w tym momencie wyceny analityków, ani kondycja finansowa spółek. Dla nich ważna jest tylko baza.
Sytuacja staje się jeszcze bardziej dramatyczna, gdy na tej samej sesji dochodzi do działań mających na celu wywołanie zamykania arbitraży. Wtedy ci sami inwestorzy, którzy w panice kupowali na sesyjnych szczytach, znowu gorączkowo pozbywają się swoich długich pozycji. Tylko w tym roku zjawisko to miało miejsce 8, 9, 12, 13, dwukrotnie 16 oraz 19 stycznia.