Reklama

Zmienne nastroje

Remis ze wskazaniem na sprzedających - takie sformułowanie najlepiej określa miniony tydzień na giełdzie. Zmiany indeksów były niewielkie, choć wahania na kolejnych sesjach znaczne. Równocześnie więcej spółek traciło na wartości, niż zyskiwało. Z technicznego punktu widzenia ważna była obrona przez WIG wsparcia w rejonie 23,5 tys. pkt.

Publikacja: 13.03.2004 09:35

Ustanowienie nowych rekordów w ostatni poniedziałek wcale nie zachęciło popytu do większej aktywności. Szybka kontra sprzedających z wtorku spowodowała, że na parkiet wróciła niepewność. Równocześnie inwestorzy przyjęli postawę wyczekującą. Posiadacze akcji zachowywali zimną krew, choć krew - dosłownie i w przenośni - lała się na świecie. Amerykańskie indeksy traciły na wartości przez cały tydzień, a nerwowość wzmogły terrorystyczne zamachy w Hiszpanii.

WIG na wsparciu

W przypadku indeksu WIG podaż wyczerpała się na wysokości silnego wparcia. Tworzą je, w okolicy 23,5 tys. pkt, szczyt z połowy lutego oraz linia trendu rosnącego, wyprowadzona z listopadowego dołka. Piątkowa sesja przyniosła odbicie od wsparcia. Jednak głównie ze względu na mniejsze niż ostatnio obroty trudno przywiązywać do tej zwyżki duże znaczenie.

Zauważmy, że przez ostatnie miesiące kolejne minima nie przekraczały wcześniejszych szczytów. To znak, że z trendem jest wszystko w porządku. Teraz mamy kolejny sprawdzian jego siły. Jeśli nie uda się obronić wsparcia, dostaniemy poważne ostrzeżenie, że koniunktura słabnie.

Okolice 23,5 tys. pkt odgrywają duże znaczenie także z tego względu, że nieco poniżej wypadł poprzedni historyczny szczyt na wykresie WIG. Przełamanie tak istotnej bariery nie dało jednak nowego impulsu do wzrostu. Indeks od miesiąca balansuje na podobnym poziomie. Od początku roku zwyżka jest wynikiem kilku skokowych ruchów w górę. To skłania do przekonania, że na tym etapie w mniejszym stopniu chodzi o akumulację papierów, a bardziej o jak największe wyśrubowanie cen. Sporą zmienność nastrojów w ostatnich tygodniach można odczytywać jako skłonność do coraz szybszego realizowania zysków. Może być to wyrazem gasnącej wiary w dalszą zwyżkę.

Reklama
Reklama

Tegoroczne notowania można wpisać w formację kanału wzrostowego. Jego górne ramię powstrzymało byki w ostatni poniedziałek. Indeks szybkim ruchem sięgnął dolnego ograniczenia (w jego pobliżu wypadło minimum czwartkowej sesji). Taką figurę, poprzedzoną solidną zwyżką, można traktować jako zapowiedź odwrócenia tendencji. Na razie nie jest ona w pełni utworzona. Mówić o tym będzie można dopiero po wyjściu poniżej 22,25 tys. pkt, gdzie przebiega dolna granica formacji.

WIG20 odbił się

od linii trendu

Jednoznacznych sygnałów, pomagających określić przyszłą koniunkturę, brakuje również w segmencie największych spółek. WIG20 znalazł wsparcie w rejonie 1750 pkt. Zniżkę zatrzymały lutowa górka, czteromiesięczna linia trendu oraz zamknięcie z 27 lutego. W związku z tym o czytelnych sygnałach sprzedaży nie można mówić. Jednocześnie ostrzeżenia śle wyraźna negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Przekonuje ona, że o trwały i silny wzrost będzie trudno. Natomiast przestrzega przed gwałtownym odwróceniem koniunktury. Elementem psującym w jeszcze większym stopniu obraz WIG20 stanie się spadek tygodniowego MACD poniżej linii sygnalnej.

Kluczowy opór stanowi 1820 pkt. Tutaj znajduje się ostatni szczyt oraz wypadają maksima z przełomu 2000 i 2001 r. Warto odnotować przedostanie się indeksu ponad 1750 pkt. Tutaj barierę wyznaczało 61,8-proc. zniesienie całej bessy. Teoria mówi, że po przekroczeniu tego poziomu rynek powinien odrobić resztę strat poniesionych w czasie spadku. To oznaczałoby wzrost w okolice historycznego maksimum.

Nadzieja na realizację tak optymistycznego scenariusza znacznie się zmniejszy, gdy WIG20 przełamanie 1730 pkt. Następnym wsparciem będzie dołek z końca lutego (1668 pkt), potem minimum z końca stycznia (1611 pkt). Istotne znaczenie odgrywa też średnia krocząca z 45 sesji. To na niej zatrzymały się dwie poprzednie wyprzedaże.Czynnik zewnętrzny

Reklama
Reklama

Jak zwykle w sytuacji znaczącego pogorszenia koniunktury na amerykańskich parkietach powstaje pytanie, czy i w jakim stopniu odbije się to na notowaniach w Warszawie. Od końca listopada ub.r. rośnie siła względna WIG20 w stosunku do S&P 500. To oznacza, że nasz rynek jest silniejszy od amerykańskiego. W efekcie przynajmniej w początkowej fazie zniżki powinien być w miarę odporny na przecenę w USA. To widzieliśmy w ostatnich dniach. Jednak trudno liczyć, byśmy mogli się jej oprzeć, jeśli będzie trwać nadal - na co się zanosi. Można liczyć, że WIG20 będzie tracił w mniejszym stopniu.

Powodem do utrzymania się optymistycznych nastrojów na warszawskim parkiecie może być zachowanie giełd w naszym regionie. Zarówno Praga, jak i Budapeszt wypadły bardzo korzystnie na tle słabnących rynków dojrzałych. Natomiast wyraźne przesilenie widać na tych emerging markets, które były liderem wzrostu, trwającego od wiosny ub.r. Dotyczy to szczególnie krajów azjatyckich i latynoamerykańskich.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama