Początek wtorkowej sesji na rynku kontraktów terminowych przyniósł kontynuację tendencji spadkowej. Silne spadki za oceanem nie mogły bowiem inaczej wpłynąć na nasz rynek. Niskie otwarcie sprzyjało jednak bykom, którym udało się uchronić przed widmem dalszej przeceny. Sytuacja pomimo odbicia nadal jest dość niepewna.

Nie ma wątpliwości, iż rynek znalazł się w bardzo ważnym punkcie. Z jednej strony można przyjąć, że jak na razie, mamy do czynienia z korektą trendu wzrostowego rozpoczętego w grudniu ubiegłego roku, z drugiej jednak bardzo istotne wsparcia są bardzo blisko, a ich przebi cie może doprowadzić do odwrócenia prawie czteromiesięcznego trendu wzrostowego. Mowa o linii trendu wzrostowego łączącej dołki z końca listopada i lutego oraz o połowie białej świecy z 27 lutego. Po ich pokonaniu można już mówić o dużym zagrożeniu dla istniejącego trendu, jeśli nie o jego odwróceniu. Wzrosłoby wtedy prawdopodobieństwo ruchu rynku w kierunku 1600 pkt. Teza o możliwości pogorszenia koniunktury może być wsparta faktem, iż fale wzrostowe zarówno z początku, jak i końca lutego były dość słabe i trwały krótko, co pozwala wykreślić kilkumiesięczną formację klina.

Jak na razie są to jednak jedynie potencjalne zagrożenia, które mogą się zrealizować, po wyraźnym przebiciu przez kontrakty poziomu 1720 pkt. Na razie rynek znajduje się nieco wyżej, a więc szanse na kontynuację średnioterminowego trendu wzrostowego są większe. Pierwszym sygnałem powrotu do wzrostów byłoby pokonanie linii trendu spadkowego prowadzonej przez szczyty z 8 i 15 marca oraz najbliższego oporu na poziomie 1775 pkt.