Amerykańska Conference Board od 1987 roku co miesiąc przeprowadza badanie nastrojów i opinii tamtejszych konsumentów. Pyta ich między innymi o ich opinie na temat rozwoju sytuacji na rynku akcji w okresie następnych 12 miesięcy. W marcu 2003, tuż przed rozpoczęciem rocznej fali wzrostów globalnego rynku akcji saldo odpowiedzi optymistycznych ("ceny akcji wzrosną") i pesymistycznych ("ceny akcji spadną") wynosiło -23,7 pkt i było najniższe od przynajmniej 17 lat. W styczniu tego roku analogiczny sondaż ujawnił 30,9-punktową przewagę optymistów nad pesymistami. W przeszłości ponad 29-punktowa przewaga akcyjnych "byków" nad "niedźwiedziami" wśród amerykańskich gospodarstw domowych przydarzyła się jedynie 3-krotnie: w lipcu 1987 (S&P 500 -33% w okresie VIII-XII?87), w kwietniu 1998 (-19% w okresie VII-VIII?98) oraz w styczniu 2000 (-27% w okresie III?2000-III?2001). Do tej listy można dodać jeszcze odczyt +27,7 pkt z marca 2002 (-33% w ciągu 7 miesięcy). Jest jasne, że to ten historycznie znaczący optymizm skłonił Amerykanów do ulokowania w lutym w funduszach akcji 44 mld dol. netto, co było najlepszym wynikiem od - a jakże - lutego 2000. Na podstawie powyższych danych mamy więc bardzo elegancji przepis na kontrariańskie zagranie na kilkumiesięczny (do III kw.?) spadek cen akcji w USA o przynajmniej 20%. Z oczywistych zależności międzyrynkowych przekładałoby się to na okolice 1300 pkt. na WIG20.

Tu oczywiście zaczynają się schody, gdyż nie jest łatwo ocenić, czy tego typu silna korekta już się zaczęła, czy też po zakończeniu rozpoczętej 8 marca (dla przesądnych i bojaźliwych: to 10 rocznica początku największej bessy w historii GPW) fali zniżki (np. na poziomie 1660) nasz rynek akcji zdobędzie się na jeszcze jeden kilkutygodniowy wzrost. Nie wykluczałbym możliwości tego drugiego scenariusza. Oczekiwania słabego II kw. są na naszym rynku dosyć powszechne, co ogranicza potencjał spadkowy już teraz - ostatnia fala napływu środków na giełdy środkowoeuropejskie wskazuje na zainteresowanie akcjami krajów wstępujących w maju do UE ze strony zagranicznych inwestorów, którzy o rozszerzeniu UE dowiedzieli się najwyraźniej dopiero teraz.