Europejskie giełdy rozpoczęły dzień od spadków. Rano nastroje popsuł Bayer i Allianz. Pierwsza spółka podała rekordowo dużą stratę, natomiast druga zaskoczyła rynek mniejszym zyskiem. Humorów graczy nie poprawiły nawet lepsze dane z amerykańskiego rynku pracy. Stąd też przewaga podaży utrzymała się do końca sesji.
Czwartkowa zniżka najbardziej zaszkodziła niemieckim bykom. Zanegowana została lokalna formacja gwiazdy porannej na wykresie DAX. Tym samym już dziś można przyjąć, że spadkowa korekta będzie kontynuowana (ponowna obrona 3800 pkt. jest już nierealna).
Korekta w Europie, jest pochodną wydarzeń na amerykańskim rynku. To właśnie wygenerowane tam sygnały sprzedaży, determinują zachowanie inwestorów na świecie. Temu trendowi nie poddaje się tylko Nikkei. Zamiast spadków obserwujemy bowiem przygotowania do ataku na 12 000 pkt.
Tak sytuacja nie powinna dziwić, zważywszy na fakt, że już od ponad 5 miesięcy nie ma korelacji pomiędzy Nikkei a światem. Jednakże do końca lutego można było myśleć, iż mamy do czynienia z ruchem wyprzedzającym. Udany atak na październikowy szczyt przekreślił jednak taki scenariusz. W efekcie wykres indeksu wygląda "prowzrostowo" i dopóki Nikkei znajduje się powyżej szczytu z 20 października ub.r (11 161 pkt.) byki mogą czuć się bezpieczne. Zejście poniżej opisywanego wierzchołka, postawi natomiast stronę popytowa w trudnej sytuacji.
To, że sytuacja techniczna nie uprawnia do sprzedaży akcji, wcale nie oznacza, iż japoński rynek czeka świetlana przyszłość. Wręcz przeciwnie. Opierając się na teorii fal Elliota, można trwającą od 10-miesięcy hossę zakwalifikować jako falę czwartą rozpoczętego w 1996 roku impulsu spadkowego. Jako, że fala czwarta nie może zachodzić na pierwszą, więc jej maksymalny zasięg wyznacza poziom 12 800 pkt. Oznacza to, że niebawem można oczekiwać zakończenia hossy w Japonii i powrotu do długoterminowego trendu spadkowego.