Na razie rodzime fundusze dalej stoją z boku i jedynie przyglądają się rozgrywkom zagranicznych inwestorów. Potwierdzeniem takiego rozkładu aktywności niech będą ostatnie dwie sesje, na których korelacja z parkietem w Budapeszcie była bardzo silna. Najpierw we wtorek wzrost na GPW rozpoczęło uderzenie popytu na BUX. Z kolei wczorajsza poranna próba kontynuacji wzrostu została natychmiast wykorzystana do zasypania rynku podażą. Powód? Oczywiście jest ich setki, ale prawidłowość ostatnich sesji wskazuje właśnie węgierski rynek, na którym coraz głębsze minusy zupełnie nie współgrały z naszym 1-proc. wzrostem WIG20. A żeby było ciekawiej, rozpoczęty przed południem spadek zatrzymał się dokładnie w momencie zrównania obu indeksów, które również identycznie zamknęły sesję.

Takie zachowanie rynku skazuje nas malutkich na cierpliwe czekanie na kolejny impuls, którym nie będzie sam ruch cen, ale i idące za tym większe obroty. W którą stronę? Do krytycznego dla byków 1 maja zostało jeszcze trochę bezkarności, ale nie należy oczekiwać, że będziemy testowali szczyty, podczas gdy za oceanem trwa jeszcze największa od miesięcy korekta. Z kolei obrona rynku przed głębszą przeceną jest bardzo wyraźna i radziłbym powstrzymać się przed wyprzedzaniem sygnałów sprzedaży (np. pod 1720 pkt.). Sytuacja trochę patowa, skazująca nas na razie na konsolidację.

A na koniec jedna uwaga związana z bazą na kontraktach. Ja rozumiem, że u nas tradycyjnie bazę traktuje się jako antywskaźnik i widząc +20 pkt czy +30 pkt wszyscy mówią o optymizmie. Trochę bzdurne to stwierdzenie, bo nawet przy założeniu niskiej 5% stopy wolnej od ryzyka to kontrakty notowane są obecnie dokładnie przy wartości teoretycznej i ma się to nijak do niedawnej bazy +25 pkt na marcowej serii.