Niektórzy twierdzą, że ekonomista mówi o umiarkowanej stopie bezrobocia, dopóki sam ma pracę. Przecząc tej opinii, nie będę jednak przesadnie oryginalny, określając obecne, ponaddwudziestoprocentowe, bezrobocie jako zjawisko wręcz monstrualne. I choć ostatnie informacje z tego obszaru są coraz bardziej pozytywne i w coraz większym stopniu sugerują, że już najbliższe miesiące przyniosą zmianę na lepsze, to daleki jestem od optymizmu. Bo na nadchodzące lata wciąż rysuje się słodko-gorzki scenariusz, w którym poprawa na rynku pracy daleka będzie od przełomu.
Najpierw przyjrzyjmy się faktom, które pozwalają jednak na nieco większy optymizm. Po pierwsze, presja na dalszą redukcję zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw zdecydowanie wygasa. Ankietowane przez GUS podmioty wciąż sugerują możliwe zwolnienia, jednak rozmiar planowanych przez nie redukcji jest dużo mniejszy niż kwartał czy rok wcześniej. Jednocześnie w sektorach, które w największym stopniu odczuły pozytywne skutki ożywienia, rysuje się wprost odwrotna tendencja. Trudno znaleźć przyczyny? Chyba nie. Spójrzmy choćby na statystyki produkcyjne. Już od kilku kwartałów informują, że systematycznie wzrasta wydajność pracy. Ostatnio nawet w kilkunastoprocentowym tempie (r/r). Biorąc pod uwagę, że doba ma niezmiennie 24 godziny, trudno oczekiwać, by wzrost produkcji oparty jedynie o większą wydajność obecnie zatrudnionych był czymś więcej niż zjawiskiem przejściowym. I rzeczywiście, już od pewnego czasu można zauważyć wyraźny wzrost popytu na pracę. Liczba nowych ofert pracy jest teraz o ponad 40% większa niż rok wcześniej, zaś liczba bezrobotnych, którzy znaleźli zatrudnienie, przewyższa ubiegłoroczny wynik o około 20%. Wygląda to całkiem zachęcająco, nieprawdaż? Tak więc są całkiem spore szanse na to, że jak tylko skończy się zimowy zastój na rynku pracy, zobaczymy wyraźny spadek stopy bezrobocia. A "wyraźny" oznacza, że przy odrobinie szczęścia w lecie będzie ona o około dwa punkty procentowe niższa niż obecnie.
A teraz trochę otrzeźwienia dla tych, którzy pomyśleli, że czeka nas świetlana przyszłość. Pomimo oczekiwanej poprawy, w przewidywalnej przyszłości nie zobaczymy zasadniczego przełomu na rynku pracy. Wciąż istnieje bowiem znaczące niedopasowanie między kwalifikacjami poszukiwanych pracowników, a tym, co oferują bezrobotni. Co więcej, ponad połowa bezrobotnych to osoby długotrwale (dłużej niż rok) poszukujące pracy co - mówiąc delikatnie - bardzo utrudnia ich ponowną asymilację zawodową. Te i inne czynniki (jak choćby wysokie koszty pracy) sprawiają, że choć stopa bezrobocia spadać powinna, to jednak co najmniej w kilku kolejnych latach pozostanie na wysokim, dwucyfrowym poziomie. I to niezależnie od tego, jak szybko będzie wzrastać polska gospodarka.