- Dostaliśmy od sądu prośbę o uzupełnienie dokumentów. Rada nadzorcza dośle je w ciągu 7 dni - mówi Krzysztof Mering, rzecznik Nafty Polskiej. Nie wiadomo jednak, co rada dośle w ciągu tygodnia. Tego, czego chce sąd, czyli postępowania kwalifikacyjnego, w spółce po prostu nie zdążono przeprowadzić.
Zmiany w zarządzie Nafty, jak to określił Maciej Gierej, do niedawna jej prezes, odbyły się "w trybie pożaru". 11 marca minister skarbu wymienił czterech członków rady nadzorczej. Nowa RN zebrała się wieczorem tego samego dnia i odwołała zarząd, którym kierował M. Gierej (jest przewodniczącym RN Orlenu).
Rada Nafty nie zdołała od razu powołać nowego zarządu. Odmówił m.in. Grzegorz Ślak, prezes Rafinerii Trzebinia. W piątek rano na propozycję przystał Krzysztof Żyndul, były prezes Zakładów Chemicznych Police. Do zarządu weszli również Jacek Walczykowski, były wiceprezes Elektrimu, i Andrzej Murawski, dyrektor gabinetu szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Obaj nie związani z sektorem chemicznym.
Osoby związane z sektorem chemicznym określają tryb powołania nowego zarządu NP jako "łapankę". Na nieprawidłowości przy wyborze zarządu Zbigniewowi Kaniewskiemu, ministrowi skarbu, uwagę zwrócił Wiesław Kaczmarek. - Powiedziałem ministrowi, że taki sposób powołania zarządu może spowodować problemy - przyznaje były szef resortu skarbu.
Nafta Polska jest w 100% zależna od Skarbu Państwa. Obowiązują ją przepisy ustawy o komercjalizacji z 30 sierpnia 1996 r. Zgodnie z prawem RN Nafty, powinna rozpocząć postępowanie kwalifikacyjne na 3 miesiące przed upływem kadencji dotychczasowego zarządu. Powinna opublikować stosowne ogłoszenie w dzienniku.