Na początku roku Shell przeszacował w dół potwierdzone rezerwy ropy naftowej i gazu ziemnego o 3,9 mld baryłek, czyli o ok. 20%. Firma stwierdziła, że zbyt wcześnie zarejestrowała je w amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) jako gotowe do eksploatacji. Te informacje spowodowały wyraźną przecenę akcji spółek macierzystych koncernu - holenderskiego Royal Dutch Petroleum i brytyjskiego Shell Transport and Trading.

Wyjaśnieniem sprawy rezerw zajęły się m.in. SEC i amerykański Departament Sprawiedliwości. Urzędnicy chcą ustalić, od kiedy zarząd wiedział, że rezerwy księgowano niezgodnie z wytycznymi i czy nie zwlekał zbyt długo z poinformowaniem inwestorów o całej sprawie. Do zawyżenia rezerw doszło w latach 1996-2002. Jak informuje "FT", w linii obrony Shell chce się skupić na niejasnych przepisach SEC, rządzących księgowaniem zasobów ropy. Reguły pochodzą z 1978 r. i - zdaniem spółki - są trudne w interpretacji w świetle postępu technologicznego i większej aktywności na rynkach terminowych. Od 2000 r. SEC przynajmniej czterokrotnie zmieniała wykładnię przepisów.

Rozmówcy dziennika twierdzą, że Shell może odnieść sukces, zrzucając część winy na mętne regulacje. Dodają jednak, że taką linię obrony trudno będzie podtrzymać, jeśli wewnętrzne śledztwo pokaże, iż dyrektorzy Shella dopuścili się jakichś większych uchybień bądź informacje o błędach w księgowaniu powinny zostać ujawnione dużo wcześniej. Stosowny raport ma się ukazać za około pięć tygodni. Na podstawie jego wstępnych ustaleń na początku marca zdymisjonowano prezesa Shella Philipa Wattsa i szefa jednostki wydobycia. Możliwe, że posadę straci także i nowy prezes koncernu Jeroen van der Veer, który wcześniej kierował biznesem chemicznym koncernu i mógł wiedzieć o problemach z rezerwami.

"FT", Bloomberg