Od półtora miesiąca nasz rynek stoi prawie w miejscu, kiwając się od czasu do czasu w górę lub w dół. Dynamika wzrostu rozpoczętego w listopadzie spadła do bardzo niskiego poziomu - obrazują to kolejne, coraz "wolniejsze" linie trendu, w perspektywie kilkumiesięcznej nastrajające niezbyt pozytywnie. Wypełnia się powoli pięciofalowa, elliottowska struktura, której zakończenie powinno rozpocząć kilkumiesięczną korektę o zasięgu co najmniej 20%. Korekta ta może się odnosić do trendu wzrostowego rozpoczętego w lecie 2002 r. Jak pisałem już wielokrotnie, to "wypełnianie" może trwać spokojnie jeszcze parę tygodni i w tym czasie możemy zobaczyć ceny wyższe od obecnych.
Ostatnich kilka sesji przebiegało w rytm "ćwiczonego" już wielokrotnie scenariusza: słabsi inwestorzy przestraszeni zbliżaniem się wsparcia (tym razem 1700 pkt) wyprzedają akcje, a silniejsi je kupują, dokładając jeszcze trochę środków, by popchnąć kursy wyżej. Gdy okazuje się, że rynek jednak nie spada, pojawia się również popyt generowany przez odkupujących sprzedane wcześniej akcje. I chyba właśnie to miało miejsce teraz, nie po raz pierwszy w historii naszej giełdy...
Długo można rozprawiać na temat zmian zapowiadanych i możliwych w rządzie. Przez długi czas nie można było znaleźć nic, co sprowokowałoby do szukania jakiegoś nowego układu rządzącego, aż tu nagle... Inna sprawa, że zmiany - jak można przypuszczać - będą miały w dużej mierze charakter jedynie personalny. W każdym razie - tym panom już dziękujemy. Po raz kolejny.
Można również spekulować, czy - gdyby nie sytuacja polityczna - WIG biłby już nowe rekordy, jak jego węgierski odpowiednik BUX. Może i tak, ale jednak wycena ma jakąś wartość dla inwestorów zagranicznych, a tu wciąż przewagę mają bratankowie.
Zwróć uwagę na: