W roku 2003 firma Artman (właściciel marki "House of Colors") podjęła się zmiany rozpoznawalnej nazwy "House of Colors" na "House" przy jednoczesnej zmianie kolorystyki żółto--szarej na czerwoną. Głównym powodem zachodzących zmian było zawężenie grupy docelowej klientów do przedziału wiekowego 15-25 lat, a co za tym idzie, modyfikacji strategii komunikacji oraz nadanie marce bardziej odważnego i niepokornego charakteru. Efekt - 60-proc. wzrost przychodów ze sprzedaży, 25 sklepów firmowych zlokalizowanych w największych miastach Polski, 20 sklepów franszyzowych, 150 wydzielonych stoisk w ramach sklepów multibrandowych oraz takie na pozór "niehandlowe" atrybuty, jak własna House Playlista.
Można więc śmiało powiedzieć, że Artman osiągnął coś naprawdę cennego - reputację, czyli z jednej strony niezawodność marek, z drugiej zaś - wiarygodność wobec klientów i swoich partnerów. Dobry pomysł na biznes to skarb nie do ocenienia. Jednak pomysł pozostawiony sam sobie, bez wsparcia marketingowego, jest jak bursztyn bez oprawy: interesujący, ale nie zawsze sprzedawalny. "House of Colors" został zatem najpierw oprawiony, a potem dodatkowo oszlifowany. I mamy bursztyn marki "House". Może właśnie reputacja tej marki okaże się pomocna w planach giełdowych firmy?
Podobnego zdania jest też Maciej Duda, dyrektor generalny ZM Duda SA, spółki obecnej już na polskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Jego zdaniem, szczególnie w przypadku branży spożywczej, mięsnej Polacy mają zdecydowanie większe zaufanie do rodzimych producentów. A zafunkcjonowanie na giełdzie oznacza jedno - spółka rozwija swoje technologie, utrzymuje standardy, szanuje konsumentów.
Czy jednak polskość wpływa pozytywnie na notowania? Przyjrzyjmy się wynikom badania reputacji spółek obecnych na GPW.
Reputacja krocie warta