Negocjacje z konsorcjum GTC trwają od 1997 roku. Spółka uzyskała wtedy koncesję na eksploatację i budowę autostrady A1 na odcinku Gdańsk-Toruń. Zadecydowano, że środki na budowę inwestor pozyska sam, a rząd jedynie poręczy kredyty i obligacje (system partnerstwa publiczno-prywatnego). Taka umowa była możliwa, ponieważ do GTC przystąpiły duże zagraniczne firmy budowlane, zdolne zaciągnąć duże zobowiązania (amerykański Bechtel, szwedzka Skanska i południowoamerykański Intertoll).
Poszło o cenę
W marcu br. okazało się, że "kością niezgody" stała się cena, jaką GTC proponuje za wybudowanie 1 km autostrady na odcinku do Grudziądza. Firma nie zdradza swojej oferty, ale nieoficjalnie wiadomo, że proponuje 5-5,5 mln euro za kilometr. - Dostosowaliśmy się do wszystkich poprzednich postulatów strony rządowej. Ale w przypadku ceny nie możemy się zgodzić na dalsze ustępstwa. Niech rząd pokaże nam, gdzie tego typu inwestycje zrealizowano za mniejsze pieniądze - powiedział nam Bernard Pisarski, dyrektor handlowy GTC. Powołuje się na przykład Węgier, gdzie koszt podobnej autostrady był większy o 30%. Andrzej Maciejewski, rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, przypomina tymczasem, że według rządowych ekspertyz, budowa A1 powinna być tańsza niż propozycja GTC.
Rząd zaś nie chce przystać na cenę większą niż 4 mln euro za km, bo tylko tyle jest w stanie poręczyć. - Gdybyśmy zgodzili się na sumy zaproponowane przez koncesjonariusza, to uzasadniony byłby wniosek o pociągnięcie nas do odpowiedzialności - powiedział w środę Andrzej Piłat, wiceminister infrastruktury.
Odszkodowanie, to nic