Przebywanie w systemie ERM2, przygotowującym do przyjęcia euro, zwiększa ryzyko ataków spekulacyjnych na waluty krajów członkowskich. Według analityków z UBM, najbardziej narażone są na to państwa, które już teraz mają problemy z niestabilną walutą. Wymieniają Polskę, Czechy i Słowację. Ich zdaniem, kraje te będą chciały ograniczyć czas przebywania w ERM2 (kurs walutowy może się wahać w przedziale +/- 15% od centralnego parytetu; Komisja Europejska i Europejski Bank Centralny sugerowały, że pasmo to może zostać zawężone nawet do +/- 2,25%).
W opinii UBM, Polska, podobnie jak Czechy i Słowacja, zdecyduje się wejść do ERM2 dopiero wtedy, gdy będzie mieć pewność, że w ciągu dwóch lat od wstąpienia do tego systemu spełni kryteria z Maastricht (minimalny czas pobytu w ERM2 wynosi właśnie dwa lata). UBM prognozuje, że nasz kraj znajdzie się w ERM2 w 2006 r. Analitycy banku podkreślają jednak, że nowy rząd może zmienić politykę fiskalną, co automatycznie będzie oznaczać zmianę w strategii dochodzenia do euro. Słowacja powinna wejść do ERM2 w 2006 lub 2007 r., a Czechy w 2008 - szacuje UBM.
W pierwszej kolejności do ERM2 wstąpią: Cypr, Estonia, Łotwa, Litwa, Malta i Słowenia. Kraje te już teraz mają albo sztywny kurs walutowy, albo korytarz walutowy. Udało im się już osiągnąć stabilność kursową. Poza tym, większość z nich już w tej chwili spełnia kryteria z Maastricht warunkujące przyjęcie euro.
W opinii Narodowego Banku Polskiego, nasz kraj powinien przyjąć wspólną walutę najszybciej, jak to będzie możliwe. Bank centralny wskazał rok 2007.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy - w opublikowanym w tym tygodniu raporcie nt. euro - zasugerował, aby państwa wstępujące do unii walutowej w większym stopniu ograniczyły deficyt budżetowy i dług publiczny, niż nakazują kryteria z Maastricht. Dług publiczny powinien - według MFW - zostać zmniejszony do 40-50% PKB (zgodnie z kryteriami powinno to być 60%), a deficyt - do 1-2% produktu krajowego (wobec 3% określonych w kryteriach konwergencji).