Od połowy ubiegłego roku obserwujemy wyraźny rozdźwięk między pogarszającymi się nastrojami konsumentów a danymi mówiącymi o poprawie koniunktury gospodarczej w Polsce. Z czego to wynika?
To dobre pytanie, choć część odpowiedzi na nie musi mieć status hipotez. Analizy przeprowadzone u nas i na Zachodzie pokazują, że dwie zmienne są krytyczne dla poziomu wskaźnika optymizmu konsumentów. To bezrobocie oraz dochód pozostający do dyspozycji konsumentów. Inaczej mówiąc to, co ludziom zostaje, gdy pokryją niezbędne wydatki. Można go przeznaczyć na rzeczy nie będące pierwszą potrzebą, można też zaoszczędzić. Im większy dochód, tym większe poczucie "komfortu" finansowego. Zmiany tego rodzaju dochodu wpływają w bardzo dużym stopniu na poziom optymizmu. Wynika z tego, że wartość wskaźnika optymizmu jest najbardziej skorelowana z oceną obecnej sytuacji gospodarstwa domowego. Statystycznie związek jest tu bardzo wyraźny. Zatem rozdźwięk, o który Pan pyta, to wynik wysokiego bezrobocia i tego, że poprawa koniunktury gospodarczej nie ma przełożenia na portfele ludzi.
W ankiecie są przecież pytania związane z oczekiwaniami. Władze starają się zakorzenić w społeczeństwie przeświadczenie, że w niedalekiej przyszłości będzie lepiej i coraz więcej ludzi skorzysta ze wzrostu gospodarczego. Czy badani skupiają się jedynie na teraźniejszości?
Wskaźnik optymizmu odzwierciedla subiektywne postrzeganie aktualnej rzeczywistości. Mamy, niestety, bardzo niski poziom edukacji ekonomicznej. Dlatego pytanie o sytuację ekonomiczną Polski nic ludziom nie mówi. Każdy rozumie przez to coś innego. Jeden bezrobocie, inny plan Hausnera, który zabierze pieniądze itp. Wskaźnik optymizmu konsumentów jest więc w dużym stopniu barometrem nastrojów społecznych.
Dziś odzwierciedla on niepokoje społeczne. Z naszego badania "Styl życia polskich konsumentów" wyraźnie widać, że zdecydowanie wzrósł odsetek ludzi, którzy boją się przyszłości. Teraz boi się jej ponad połowa Polaków. To znacznie więcej niż w 1997 r., kiedy ten udział wynosił niewiele ponad 1/3.