Reklama

Jajko i kura

Zbliżające się święta wymagają odpowiedniego komentarza ekonomicznego. Tym razem zajmiemy się więc ważnym problemem, który daje się opisać pytaniem: co było wcześniej, jajko czy kura?

Publikacja: 09.04.2004 10:24

Jak powszechnie wiadomo, kury rodzą się z jajek, ale do złożenia jajka potrzebna jest kura. Pytanie nie jest wcale żartem, ale przykładem logicznego paradoksu uniemożliwiającego proste uporządkowanie naszego poglądu na funkcjonowanie świata. Ta stara filozoficzna zagadka występuje w wielu miejscach również w ekonomii. Ekonomia nie jest niczym innym, jak próbą wyjaśnienia - zazwyczaj w uproszczony, modelowy sposób - zachowań ludzi i mechanizmów wiążących ze sobą różne zmienne gospodarcze. Jeśli w przypadku dwóch zmiennych nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, co jest przyczyną, a co skutkiem, nasz model jest kulawy. Co więcej, nie chodzi wcale o pytanie retoryczne. Od tego, które ze zjawisk ekonomicznych jest przyczyną, a które skutkiem, zależą często zalecenia dla polityki gospodarczej. Jest jasne, że znacznie skuteczniejsze jest oddziaływanie na przyczynę, niż na skutek.

Problem w tym, że w ekonomii bardzo często trudno jest ustalić, co jest skutkiem, co przyczyną, a czasem wręcz ustalenie takie nie ma sensu (dokładnie jak w przypadku kury i jajka). Najbardziej chyba znanym przykładem takiego dylematu jest związek między cenami i płacami, znany jako spirala inflacyjna (por. ramka 1). W tym przypadku dyskusja jest jednak ważniejsza dla działaczy związkowych, przedstawicieli pracodawców i polityków, niż dla ekonomistów. Ekonomiści mówią bowiem: nie ma sensu ustalanie, kto ponosi "winę" za kształtowanie się spirali inflacyjnej. Jest natomiast jasne, że spiralę tę należy przerwać, a jedynym naprawdę dostępnym sposobem jest ograniczenie wzrostu płac.

Z kolei w niektórych przypadkach ustalenie "co było pierwsze?" jest naprawdę ważne. Ekonomia wyraźnie rozstrzyga - i jest w stanie udowodnić - że wzrost gospodarczy jest uwarunkowany odpowiednim rozwojem kapitału ludzkiego (por. ramka 2) i wysoką skłonnością do oszczędzania (por. ramka 3). Prowadzi to do jasnych zaleceń dla polityki gospodarczej krajów: zalecenia wspierania edukacji i badań naukowych (bo to przyczynia się do rozwoju kapitału ludzkiego) oraz dbałości o wartość pieniądza, ograniczania deficytu budżetowego i innych niepopularnych działań, promujących oszczędności kosztem bieżącej konsumpcji. Pokazuje również, że wspaniałe pomysły na dobrobyt, proponowane przez różnego pochodzenia populistów, bazujące zazwyczaj na zwiększaniu konsumpcji kosztem oszczędności, są receptą na nędzę i bezrobocie.

Problem w tym, że dylemat przyczyny i skutku (kury i jajka) nie zawsze jest łatwy do rozstrzygnięcia. Naiwne stosowanie narzędzi statystycznych może być całkowicie mylące (por. ramka 4). Narzędzia bardziej zaawansowane, bardzo często nie są w stanie dać jednoznacznej odpowiedzi na stawiane pytanie o przyczynowość (por. ramka 5). Ale problem jest tak ważny, więc trzeba próbować.

Wesołych Świąt!

Reklama
Reklama

Ramka 1. Spirala inflacyjna

Mianem "spirali inflacyjnej" określany jest w ekonomii dynamiczny związek, występujący między nominalnymi płacami i cenami. Spirala taka występuje we współczesnych gospodarkach, w których istnieje stosunkowo silna reprezentacja pracownicza (np. związki zawodowe). W praktyce jednak - silniej lub słabiej - występowała w gospodarce od stuleci, zwłaszcza w okresach stosunkowo szybkiego wzrostu cen.

Mechanizm spirali inflacyjnej jest dość prosty. Jeśli rosną ceny, spada siła nabywcza płac (czyli płaca realna). Pracownicy na to się nie godzą, żądając od pracodawców podwyżek. W jaki sposób mogą zareagować? Dawniej, np. w XIX wieku, w grę wchodziła w zasadzie jedynie groźba zastosowania strajku. We współczesnej gospodarce, w której poziom płac nominalnych w dużych firmach jest zazwyczaj wynikiem negocjacji między reprezentacją pracowniczą a zarządem, porozumienie w sprawie zrekompensowania pracownikom wzrostu cen osiągnąć jest łatwiej. W niektórych krajach - np. Niemczech lub Austrii - negocjacje takie odbywają się na poziomie krajowym, między związkami zawodowymi a reprezentacją pracodawców, w innych - np. w Wielkiej Brytanii - negocjacje płacowe odbywają się na poziomie przedsiębiorstw. Tak czy inaczej, jeśli w wielkich firmach dochodzi do ugody co do wzrostu płac, pociąga to zazwyczaj za sobą podobne ugody w małych firmach.

Problem jednak w tym, że jeśli firmy godzą się na wzrost płac, w ślad za tym rosną koszty produkcji. To z kolei powoduje wzrost cen, po których firmy chcą swoje produkty sprzedawać. Oczywiście, podnieść ceny nie zawsze można - jeśli nie rośnie odpowiednio popyt, droższych towarów po prostu nikt nie kupi. Popyt jednak nominalnie wzrasta, bo przecież wskutek podwyżki płac, ludzie mają więcej pieniędzy w kieszeni. Kółko więc się zamyka. Rosną ceny, co wywołuje dalszy wzrost żądań płacowych.

Co było pierwsze? Pytanie w gruncie rzeczy nie ma sensu. Ceny rosną, bo wzrosły płace, płace rosną, bo wzrosły ceny. Tę spiralę trzeba po prostu przerwać, jeśli chcemy zdusić inflację.

Ramka 2.

Reklama
Reklama

Rozwój gospodarczy i wykształcenie

We współczesnej ekonomii zwraca się uwagę na szczególną rolę, jaką w rozwoju odgrywa tzw. kapitał ludzki, a więc wiedza i wykształcenie społeczeństwa. Jest to podstawa koncepcji tzw. gospodarki opartej na wiedzy (knowledge-based economy), chyba najmodniejszej obecnie teorii wyjaśniającej, w jaki sposób gospodarki rynkowe mogą sobie zapewnić wzrost i wysoki poziom rozwoju.

Wysoki poziom wykształcenia uważany jest wręcz za klucz do wysokiej wydajności i zamożności społeczeństwa. Stąd zalecenie dla polityki gospodarczej: przede wszystkim inwestować w kształcenie ludzi. Jako dowód na słuszność takiej polityki często cytuje się statystyki: im lepiej wykształceni ludzie w danym kraju, tym wyższy poziom rozwoju. I odwrotnie, największym problemem leżącym u podstaw zacofania wielu regionów świata - np. subsaharyjskiej Afryki - jest właśnie żałośnie niski poziom edukacji.

Niestety, teorię taką daje się też krytykować. Dlaczego mieszkańcy USA są lepiej wykształceni niż np. Rumuni? Może po prostu dlatego, że bogatszy kraj i bogatszych obywateli stać na dłuższe, staranniejsze studia? Innymi słowy, związek wysokiego wykształcenia z wysokim poziomem rozwoju można tłumaczyć i w sposób odwrotny: im zamożniejszy kraj, tym lepiej wykształceni ludzie.

Na szczęście, w tym przypadku istnieją jednak przykłady pozwalające odkryć, że najprawdopodobniej to wykształcenie jest przyczyną, a rozwój skutkiem. Istnieje wiele przykładów krajów - m.in. kraje Azji Południowo-Wschodniej, a w Europie Irlandia - które najpierw zainwestowały w edukację, a dopiero później uzyskały nagrodę - wysoki poziom rozwoju. Przykładów odwrotnych w zasadzie nie ma. W tym przypadku wiemy więc, co było pierwsze i możemy sformułować jasne zalecenia dla polityki gospodarczej.

Ramka 3.

Reklama
Reklama

Dlaczego Szwajcarzy są bogaci?

Interesujący - z punktu widzenia dylematu kury i jajka - jest problem zamożności i oszczędności. Teoria ekonomii mówi, że warunkiem osiągnięcia wysokiego poziomu rozwoju jest nie tylko odpowiedni rozwój kapitału ludzkiego, ale również intensywne inwestowanie i wybudowanie przez społeczeństwo - w dłuższym czasie - odpowiedniego, nowoczesnego i wydajnego majątku produkcyjnego.

Aby inwestować, należy jednak mieć na to środki. Można je uzyskać w jeden sposób - rezygnując z przejadania części swojego dochodu, a zaoszczędzone środki inwestując. W skali społeczeństwa oznacza to gotowość do rezygnacji z części możliwej do sfinansowania w danym roku konsumpcji. Im większa skłonność do oszczędzania, tym większe środki mogą trafić do gospodarki - zazwyczaj za pośrednictwem instytucji finansowych i rynku kapitałowego - i posłużyć finansowaniu rozwoju.

Teoria ekonomii sugeruje więc, że im wyższa jest skłonność społeczeństwa do oszczędzania, tym lepsze perspektywy rozwoju. Dane statystyczne w zasadzie potwierdzają tę prawidłowość - kraje bardziej oszczędne są z reguły bogatsze, choć można znaleźć wiele przykładów zakłócających tę prawidłowość (np. stosunkowo niska skłonność od oszczędzania w USA, a wysoka w Indiach).

Mamy jednak wówczas do czynienia z pewnym paradoksem. Przecież im zamożniejszy kraj, tym łatwiej mógłby sobie pozwolić na większą konsumpcję i niższe oszczędności! Uboższe kraje potrzebują oszczędności i inwestycji jak powietrza - bogatsze niekoniecznie. Innymi słowy: skoro Szwajcarzy są tak bogaci, dlaczego są nadal tak oszczędni? Jest to jednak klasyczny przypadek problemu kury i jajka. Bo na powyższe pytanie najłatwiej odpowiedzieć tak: bo gdyby Szwajcarzy nie byli oszczędni, nie byliby też bogaci!

Reklama
Reklama

Ramka 4. Pułapki statystyki

Pomocą w rozstrzyganiu, które zjawisko gospodarcze jest przyczyną, a które skutkiem, powinna służyć statystyka gospodarcza. Jeśli za pomocą narzędzi statystycznych ustalimy, że pewna zmienna gospodarcza wzrasta, wówczas, jeśli wcześniej wzrosła inna zmienna, mamy podstawy do twierdzenia: zmiany tej drugiej zmiennej mogą być przyczyną zmian pierwszej.

Niestety, proste narzędzia statystyczne, takie jak współczynnik korelacji (mierzący siłę związku między zmiennymi) mogą zawodzić. Statystycy zawsze potwierdzą, że bardzo łatwo jest udowodnić tezę, że to bociany przynoszą dzieci: między częstością zaobserwowanych przelotów bocianów a liczbą następujących niedługo potem urodzin występuje silny związek. Tak się bowiem dzieje, że liczba urodzin jest tradycyjnie wyższa na wiosnę niż zimą (kiedyś decydowały o tym długie, jesienne wieczory; dziś zresztą zjawisko to jest znacznie słabsze niż dawniej).

Z kolei jeden ze znanych statystyków brytyjskich przekonywał mnie kiedyś, że jest w stanie udokumentować statystycznie tezę, iż PKB w Zjednoczonym Królestwie wytwarzają żyjące w ogrodach zoologicznych słonie, a nie ludzie. To bardzo proste: statystyczny związek między liczbą słoni a wielkością PKB w ostatnich dziesięcioleciach jest znacznie silniejszy niż związek między wielkością PKB a liczbą ludności Wielkiej Brytanii. Po prostu i PKB, i liczba słoni w ogrodach zoologicznych rosły stosunkowo szybko, a liczba ludności - znacznie wolniej.

Jaki z tego wniosek? Taki, że zauważalne statystycznie związki trzeba traktować podejrzliwie, a wnioski na temat tego, co jest przyczyną czego, wyciągać bardzo ostrożnie.

Reklama
Reklama

Ramka 5. Test przyczynowości Grangera

Najczęściej wykorzystywanym w ekonomii narzędziem ustalania, co było pierwsze (czyli, innymi słowy, która zmienna jest przyczyną, a która skutkiem) jest tzw. test przyczynowości Grangera.

Idea testu jest bardzo prosta. Bierzemy szeregi czasowe dwóch zmiennych, w stosunku do których nie jesteśmy pewni, która jest przyczyną, a która skutkiem. Najpierw usiłujemy prognozować zaobserwowane historycznie zmiany pierwszej zmiennej, objaśniając je za pomocą wcześniejszego kształtowania się drugiej. Potem powtarzamy ten sam eksperyment w sposób odwrotny: prognozujemy zaobserwowane historycznie zmiany drugiej zmiennej, objaśniając je za pomocą wcześniejszego kształtowania się pierwszej. W ostatnim kroku porównujemy wyniki obu prognoz z rzeczywistym kształtowaniem się obu zmiennych. Jeśli w którymś przypadku uzyskujemy znacznie lepsze wyniki, uznajemy, że odkryliśmy prawdopodobną przyczynę i skutek.

Rzecz jasna, powyższy opis jest bardzo uproszczony. Pokazuje on jednak filozofię testu Grangera: jeśli za pomocą wcześniejszego kształtowania się zmiennej x możemy prognozować zmienną y lepiej niż przy usiłowaniu objaśnienia zmian y przez wcześniejsze zmiany x, zmienną x możemy uznać za przyczynę, y za skutek.

Proste? Problem jednak w tym, że test Grangera rzadko daje naprawdę jednoznaczne i łatwe do ekonomicznego zinterpretowania wyniki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama