Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 12.04.2004 19:41

Przedświąteczny tydzień nie był jakoś szczególnie interesujący. Na naszym

rynku już właściwie od jego początku dało się odczuć świąteczną atmosferę.

Aktywność powoli zamierała. Praktycznie tylko dwie sprawy mogły budzić

większe zainteresowanie graczy. Pierwsza to rebelia, czy jak niektórzy

mówią, wojna domowa w Iraku. Drugą zaś jest stale nie rozwiązany problem

Reklama
Reklama

sukcesji stanowiska po Leszku Millerze.

To co ostatnia dowiadujemy się o tej drugiej sprawie to istny cyrk. Nikt nic

nie wie. Niby mamy kandydata prezydenckiego na Premiera, Marka Belkę, ale

faktycznie jest ich dwóch. Bo ciągle mówi się o Oleksym. Poparcie dla Belki

raz zdaje się większe raz mniejsze. Wszystkie wypowiedzi używają konwencji

szans i prawdopodobieństwa. SLD popiera Belkę, ale popiera też Oleksego. SLD

Reklama
Reklama

zabiega o poparcie PSL, ale PSL nie popiera Belki. Mimo to mamy wypowiedzi,

że właśnie Belka ma większe szanse. Zresztą, jak się okazuje, w samym SLD

nie ma jasności, którego kandydata poprzeć. Czy ktoś to rozumie? O co tu

chodzi? No jak to o co? O kasę! Publiczną zresztą. Wszystko bowiem sprowadza

się do dylematu, czy realizować, i tak już uboższy w wyniku "konsultacji

społecznych", plan Hausnera, czy też uciec od zmian.

Reklama
Reklama

Przedsiębiorcy z BCC twierdzą, że Marek Belka byłby dobrym premierem. To

jednak niewiele znaczy, gdyż twierdzą oni również, że nie uzyska on poparcia

nie tylko w partiach opozycyjnych, ale i w samym SLD. Zresztą powoli się to

potwierdza. PSL dało jasno do zrozumienia, że nie poprze kandydatury Marka

Belki. Były jeszcze nadzieje na kolejne konsultacje, ale tuż przed świętami

Reklama
Reklama

zapadła decyzja, że PSL o rządzie z Belką jako premierem nie będzie już

rozmawiać. Także obecny koalicjant (UP) nie jest przekonany do tej

kandydatury, choć nie ma tu jednoznacznych wypowiedzi. UP stawia warunki:

domaga się wycofania polskich wojsk z Iraku, lub zmiany charakteru ich

pobytu w tym kraju oraz uzupełnienia planu Hausnera o pakiet socjalny. Co to

Reklama
Reklama

ostatnie ma oznaczać to trudno powiedzieć w szczegółach. Można się jedynie

domyślać, że efektem tych "uzupełnień" miałoby być zmniejszenie skali cięć w

sferze socjalnej, czyli kolejne "rozwodnienie" wcześniejszych propozycji.

Co nas czeka? Kandydat na objęcie stanowiska po Millerze musi znaleźć w

Sejmie większość. Jeśli w ciągu dwóch tygodni od dymisji rządu Millera

Reklama
Reklama

parlament nie poprze Belki, ma kolejne dwa tygodnie na wybór. W razie

kolejnego fiaska ponownie propozycje składa Prezydent. Jeśli i tym razem nie

uda się wyłonić nowego rządu, muszą być ogłoszone wcześniejsze wybory. Jak

więc widać rysuje się mało przyjemna perspektywa alternatywy: rząd, który

zyska poparcie dzięki złagodzeniu i tak już łagodniejszej wersji planu

Hausnera, czyli rząd przetrwania do końca kadencji lub też przedterminowe

wybory, a tym samym ryzyko wygranej przez Samoobronę. Co na to rynek? Tu

pewne wahania było widać na złotówce i obligacjach. Jednak należy

stwierdzić, że i tak dość dzielnie inwestorzy do tego podchodzą - wygląda na

to, że się uodpornili. Obawiam się, że to tylko chwilowe, do czasu

wyklarowania się sytuacji. Potem może nie starczyć cierpliwości. Kiedy może

coś się wyjaśnić? Wiceprzewodnicząca klubu SLD Małgorzata Ostrowska

powiedziała, że stanowisko SLD w sprawie M. Belki powinno być znane do końca

najbliższego tygodnia. Jednak i co do tej kwestii nie ma jednoznacznych

wypowiedzi, bo rzecznik klubu Bronisław Cieślak twierdzi, że władze partii i

klubu nie określiły docelowego terminu podjęcia tej decyzji "co do dnia i

godziny".

Także i w odniesieniu do rynków światowych istotnych informacji było jak na

lekarstwo. Oczywiście wydarzenia w Iraku wpływ Przymnę, że

opublikowane nie dawno dane o zmianie liczby miejsc pracy pokazały, że

właśnie sektor usług wygenerował ich najwięcej. Zatem składowa wskaźnika ISM

dotycząca zatrudnienia miała wzrosnąć i faktycznie wzrosła, choć chyba nie

tak mocno jak oczekiwano. Czwartkowy raport o liczbie nowych wniosków o

zasiłek dla bezrobotnych tylko potwierdził wcześniejsze dane. Następuje

poprawa na rynku pracy. To był ostatni z oczekiwanych sygnałów potwierdzenia

panującego w USA ożywienia. Wszyscy na to czekali. Czy można więc mówić o

trwałości tej poprawy?

Nadal pozostają wątpliwości. Jest to ożywienie specyficzne. Normalne jest,

że poprawa na rynku pracy jest zwykle spóźniona w stosunku do poprawy

sytuacji spółek. Te musza najpierw zacząć zarabiać, by ich władze myślały o

zatrudnianiu kolejnych pracowników. Zwłaszcza, że jeszcze nie dawno ich

zwalniały. Mamy więc wzrost uzyskiwanych wyników przy zdecydowanej niechęci

do zatrudniania. W efekcie poprawa na rynku pracy ślimaczy się, a

dynamicznie rośnie wydajność pracy. To skłania do utrzymywania nadal niskich

stóp procentowych, a przynajmniej tak było do niedawna. Teraz może się to

zmienić. Szybsza zwyżka zatrudnienia musi się przełożyć zmianę decyzji FOMC.

Stopy procentowe nie mogą już być tak nisko w sytuacji potencjalnego wzrostu

popytu wewnętrznego, bo ten wzrost szybko znajdzie swoje odzwierciedlenie w

intensyfikacji napięć inflacyjnych. Można zatem sądzić, że polepszająca się

sytuacja na rynku pracy przysłuży się podjęciu decyzji o podwyżce stóp

procentowych. Szanse na to, że stopy zostaną podniesione o 25 pkt bazowych

do września ocenia się obecnie na niemal 100%. Zatem można przyjąć, że rynek

już to zdyskontował. Podwyżka jest już w świadomości inwestorów. To pozwala

sądzić, że jeśli ona się pojawi, to reakcja raczej nie będzie gwałtowna. Ba,

znając mentalność Amerykanów, można spodziewać się nawet wzrostów. Już

bowiem wspomina się, że jeśli stopy wzrosną, to będzie to jasny sygnał, że

ożywienie jest mocne, a tym samym, że może potrwać dłużej. Paradoksalnie,

brak podwyżki mógłby zmartwić tamtejszych graczy i analityków. Temat stóp

procentowych jest istoty, ale nie dotyczy najbliższego tygodnia. W tej

chwili na pierwszy plan wychodzą dane ze sfery mikro (jeśli w ogóle można

mówić o sferze mikro w kontekście wyników GE, czy innych gigantów).

W Stanach ruszył kolejny sezon publikacji wyników finansowych spółek. Tym

razem za I kw. 2004 r. Jak zwykle jego początek jest zajmujący. Każdy wynik

jest prześwietlany z każdej strony. W tej fazie reakcje rynku mogą być

znaczne. Wynika to z faktu, że każda publikacja, jakkolwiek ważna w

odniesieniu dla samej spółki, jest też równie ważna przy ewentualnej rewizji

prognoz wobec innych spółek z tej samej branży. Im więcej rynek wie, tym

jest spokojniejszy. Z biegiem czasu kolejne publikacje będą tracić na

znaczeniu i nawet zdawałoby się zaskakujące wyniki mogą nie spotkać się z

jakąś szczególną reakcją. Na razie obyło się bez większych rozczarowań, ale

trzeba przyznać, że na razie były to tylko przedbiegi przed faktycznym

wysypem liczb obrazujących kondycję poszczególnych spółek.

Pewnym wydarzeniem ostatniego tygodnia była rewizja w dół prognoz wyniku za

I kw. Nokii. Spółka podała, że przychody zamiast wzrosnąć, jak wcześniej

prognozowano o 3-7% prawdopodobnie spadną o 2%. Wiadomość nie mogła być

odebrana inaczej niż negatywnie - w końcu to światowy lider w branży

komórkowej. Ciekawostką jest jednak co innego. Jedna z amerykańskich

kancelarii prawna pozwała Nokię za to, że jej prognoza sprzedaży okazała się

błędna. Uznano, że doszło do naruszenia prawa. Zarzuca im wprowadzanie w

błądć

w publikowaniu swoich prognoz, lub będą one nieprecyzyjne, to faktycznie

zachwiana zostanie zasada równego dostępu do informacji. Stracą na tym

głównie drobni inwestorzy.

Na koniec kilka słów o wykresach. Kilka, bo ostatnio sporo o tym mówiliśmy i

nie ma sensu się powtarzać. Na razie żadne wskaźniki nie wydają się być

pomocne w wiarygodnym określeniu czy mamy do czynienia z końcem wzrostu. Tak

tygodniowe ROCtyg_fut.gif RSItyg_fut.gif CCItyg_fut.gif MACDtyg_fut.gif jak

i dzienne ROCdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif

MACDdzienny_fut.gif O tym, że wzrost się powoli wypala nie trzeba nikomu

mówić. Inna sprawą jest próba łapania górki i oczekiwania na szybki spadek.

Na to jeszcze jest za wcześnie. Koronnym argumentem jest ciągle to samo -

nastroje. W tej chwili na rynku terminowym jest widoczny pesymizm, a to

raczej nie pozwala na stawianie śmiałych prognoz spadkowych baza.gif Mimo,

że indeks jakoś się trzyma, cały czas widać parcie podaży na terminowym. Nie

jest to jednak poważna podaż budująca pozycje na dłużej, ale krótkoterminowy

kapitał liczący na złapanie ekstremum. Gdyby faktycznie ktoś starał się

wykorzystać obecne "wysokie" poziomy cenowe do zajęcia dużej krótkiej

pozycji to widać by to było po zmianie LOP. Ta jednak nie rośnie gwałtownie.

Na tej podstawie nadal twierdzę, że będziemy jeszcze świadkami walki na

szczytach. Sądzę nawet, że zostaną one pokonane. Nowe rekordy powinny

wpłynąć na zmianę nastrojów. Technicy, chcąc nie chcąc, będą musieli

przyłączyć się do kupujących. Nowe rekordy do tego zmuszą. Jeśli kupno i

optymizm zaczną przeważać, będzie można myśleć o końcu wzrostu. Można

podejrzewać, że formowany wtedy szczyt będzie istotny nie tylko w skali

krótkoterminowej, ale również w średnim, liczonym w miesiącach, terminie.

Także i w tym wypadku nie ma sensu powtarzać argumentów z poprzednich

"Weekendowych...". Przypomnę tu choćby fakt zmian podaży pieniądza, które do

tej pory były świetnym sygnalizatorem zmian zachodzących z opóźnieniem na

rynku akcji. O polityce nie wspominając. Tak więc będzie lepiej, ale na

krótko. Kontrakty.gif Indeks.gif

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama