Reklama

Straszy widmo podwyżki stóp

Ostatnie sesje na amerykańskich giełdach zdominowały obawy o podwyżkę stóp procentowych. Przez ostatnie dwa tygodnie rentowność 10-letnich obligacji USA podniosła się z 3,9% do 4,4%. Pomimo znakomitych w kilku przypadkach danych makroekonomicznych i publikacji przez spółki dobrych wyników za I kwartał, indeksy straciły na wartości.

Publikacja: 17.04.2004 09:51

Kwestia ewentualnej podwyżki stóp procentowych zdominowała cały mijający tydzień. Nic dziwnego. Wykres rentowności amerykańskich 10-latek przełamał w minionym tygodniu czteroletnią linię trendu malejącego. To zdecydowany sygnał, że inwestorzy oczekują zwiększenia kosztów pieniądza. Wskazuje na to również słabnięcie rynków akcji i obligacji na emerging markets oraz postępujące od dwóch miesięcy umocnienie dolara wobec euro. Przyszła polityka pieniężna Fedu rozpaliła na tyle głowy analityków, że jeden z nich w telewizji CNBC wyraził opinię, że jej zaostrzenie może nastąpić już na najbliższym posiedzeniu 4 maja. Akurat to jest mało prawdopodobne. Nie wydaje się, by po zaledwie dwóch miesiącach wyraźnej poprawy na rynku pracy i stopniowego wzrostu inflacji bazowej (podstawowe wskaźniki od ponad roku nie rosną - PPI waha się pomiędzy 2-4%, natomiast CPI obniżył się z 3% do 1,8%) konieczne było podejmowanie tak szybkich działań.

Trzeba jednak pamiętać, że rynki finansowe przywiązują mniejszą wagę do aktualnych zdarzeń, a żyją głównie oczekiwaniami na to, co przyniesie przyszłość. A tu obserwujemy stopniową zmianę zapatrywań. Widać to w ostatnim sondażu banku inwestycyjnego Merrill Lynch, przeprowadzonego wśród zarządzających funduszami na całym świecie. Aż 81% badanych spodziewa się, że za rok inflacja bazowa będzie wyższa niż teraz. Tylko 4% oczekuje spadku. Saldo odpowiedzi za wzrostem i spadkiem inflacji jest najwyższe w 9-letniej historii sondażu. Tak jednoznaczna opinia może nieco dziwić, jeśli wziąć pod uwagę szybko malejącą liczbę tych, którzy liczą na umocnienie wzrostu gospodarczego. W kwietniu przewaga optymistów nad pesymistami wyniosła 34 pkt proc., wobec 48 pkt proc. w marcu i 74 pkt proc. w styczniu.

Sektor finansowy pod presją

Kwiecień przyniósł w Stanach Zjednoczonych osłabienie notowań firm z sektora finansowego. Mają one duże znaczenie dla kondycji rynków w USA i były jednym z motorów napędowych rocznej hossy. Podwyżki stóp procentowych są odbierane jako niekorzystne dla tej branży. Kurs Citigroup obniżył się od początku miesiąca z 53 USD do 50 USD, cena JP Morgan spadła z ponad 42 USD do poniżej 39 USD, American Express z 52,5 USD do poniżej 50 USD. Spadki doprowadziły do przełamania linii rocznych tendencji zwyżkowych. To przestrzega przed kontynuacją przeceny, która nie mogłaby pozostać bez wpływu na obraz całego rynku.

12 tys. pkt stawia opór

Reklama
Reklama

Drugi tydzień ponad 12 tys. pkt próbuje przedostać się japoński Nikkei. Wciąż bezskutecznie. Dwie spadające gwiazdy na wykresie tygodniowym ograniczają szanse na dalszy ruch w górę. Zachowanie tokijskiego parkietu w tym roku może być pomocne przy próbie odpowiedzi na pytanie, czy trwający przez ostatni rok na świecie wzrost notowań był jedynie przerwą w bessie, czy też stanowi początek stabilnej tendencji zwyżkowej. W tym kontekście uwagę zwraca duże podobieństwo obecnej sytuacji z tą sprzed 4 lat. Nasdaq szczyt ustanowił w pierwszej połowie marca 2000 r., podczas gdy japoński indeks uczynił to dwa - trzy tygodnie później. Większej części ruchu wzrostowego Nikkei towarzyszyła również aprecjacja jena wobec dolara. To wskazywałoby jedynie na cykliczne zainteresowanie inwestorów Krajem Kwitnącej Wiśni. Jednocześnie prawie w takim samym czasie wypadły górki Nikkei oraz S&P 500, z tym że japoński wskaźnik szybciej zaczął zniżkę.

Tak jak w 2000 r., w przypadku Nikkei utworzyła się negatywna dywergencja na tygodniowym MACD. Stąd kluczowym poziomem jest 11,2 tys. pkt. Jego przełamanie będzie sygnałem zmiany średniookresowej tendencji na malejącą. Stanie się przy tym oznaką gasnącej wiary w trwałość rozwoju japońskiej gospodarki. Jak wiadomo, opiera się on głównie na eksporcie. Najważniejsze rynki zbytu to Chiny oraz USA. Skoro więc inwestorzy nie wierzyliby w utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu gospodarczego w Kraju Kwitnącej Wiśni, to dawaliby jednocześnie wyraz przekonaniu o możliwym spadku popytu na chińskim lub amerykańskim rynku. Gdyby rzeczywiście nastąpił, odczułyby to również spółki z USA, co przełożyłoby się na ich notowania.

Nasdaq zakrył lukę hossy

Podczas czwartkowych notowań Nasdaq zasłonił kwietniowe okno hossy, znacznie zmniejszając szanse na realizację scenariusza opierającego się na formacji flagi, obejmującej okres od końca stycznia do końca marca. Koncepcja ta nie została jednak ostatecznie zanegowana. Optymiści zniżkę z ostatnich dni mogą traktować jako ruch powrotny po wybiciu. Będzie to uprawnione, dopóki Nasdaq nie znajdzie się poniżej połowy białej świecy z 25 marca - 1945 pkt. Przewagę kupującym dałoby zamknięcie ponad 2090 pkt. Dla S&P 500 najważniejsze jest wsparcie przy 1091 pkt. Spadek poniżej niego byłby ostatecznym potwierdzeniem, że szeroki rynek w USA zmienił średnioterminową tendencję na zniżkową. Kluczowym oporem pozostają szczyty z przełomu 2001 i 2002 r. przy 1170 pkt. Ich przebicie w krótkim okresie wydaje się mało realne.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama