Wczorajsze posiedzenie sejmowej Komisji Skarbu Państwa zapowiadało się bardzo burzliwie. W jej trakcie miano dyskutować o projektach uchwał w sprawie prywatyzacji niektórych strategicznie ważnych z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa ekonomicznego przedsiębiorstw oraz w sprawie prywatyzacji PKO BP, BGŻ, PZU oraz PGNiG. Obie uchwały zgłosili przedstawiciele opozycji. Posłowie mieli także wydać opinię o wniosku o wotum nieufności wobec Zbigniewa Kaniewskiego, ministra skarbu.

Nie dziwi więc, że na komisji pojawiło się ścisłe kierownictwo resortu - oprócz ministra Kaniewskiego byli również wszyscy wiceministrowie. Stawiło się również kilku dyrektorów departamentów. Maksymalna mobilizacja była również wśród posłów koalicji SLD i Unii Pracy. Gdy jeden z parlamentarzystów chciał w trakcie posiedzenia wymknąć się do lekarza - koledzy straszyli, że przez niego przegrają głosowanie. Opłaciło się. Z. Kaniewski wyszedł z tego starcia obronną ręką. Po ponad dwóch godzinach pełnej oskarżeń dyskusji, komisja skarbu negatywnie zaopiniowała wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec szefa MSP. Przeciw wnioskowi było 11 posłów, głównie z SLD i UP oraz niezrzeszeni. Za siedmiu - przede wszystkim z PiS i Platformy Obywatelskiej. Przyjęcie opinii nie oznacza jednak, że Sejm nie będzie głosował w sprawie odwołania ministra Kaniewskiego.

Niedotrzymane terminy

Minister Kaniewski powiedział nam wczoraj, że resort może nie przygotować do końca kwietnia odpowiedzi (tzw. dupliki) na uzupełnione zarzuty holenderskiego Eureko w procesie arbitrażowym dotyczącym prywatyzacji PZU. Termin ten wyznaczyli polskiemu rządowi arbitrzy. Według niego, MSP cały czas stara się porozumieć z Eureko poza drogą sądową, ale jak twierdzi, partnerzy nie są łatwi do rozmowy. Z. Kaniewski powiedział również, że ze względu na niestabilną sytuację polityczną nie zdecydował się skierować do konsultacji międzyresortowych projektu ustawy w sprawie narodowej grupy finansowej (w jej skład mają wejść PZU i PKO BP). Decyzja w sprawie prywatyzacji PKO BP zapadnie za dwa miesiące.