Sprzedaż w restauracjach sieci w Europie może rosnąć równie szybko, jak za Atlantykiem - uważa Charlie Bell. - Jeśli zdołaliśmy poprawić wyniki w USA, wierzymy, że możemy przyciągnąć więcej klientów do naszych restauracji i osiągnąć to samo na innych rynkach - mówił do inwestorów i analityków w ubiegłym miesiącu na spotkaniu w Nowym Jorku. W pierwszym kwartale sprzedaż w restauracjach sieci w Europie zwiększyła się tylko o 3,5%, podczas gdy w Stanach cztery razy bardziej. W lutym sprzedaż McDonald?sa na rodzimym rynku osiągnęła poziom nieobserwowany od 25 lat.
Optymizmu Bella, który szefem koncernu został znacznie wcześniej, niż mógł przypuszczać, nie podzielają analitycy. - Z Europą nie jest tak prosto, jak z USA - uważa Sarat Sethi, analityk z Douglas C. Lane & Associates z Nowego Jorku, cytowany przez Bloomberga. - Ten region dotknęła choroba szalonych krów. Trzeba się dostosować do każdego kraju i każdego rynku z osobna - wyjaśnia.
43-letni Bell zaczynał od smażenia hamburgerów w McDonaldzie w rodzimej Australii w 1975 r. Przed 15 miesiącami awansował na stanowisko prezydenta i dyrektora zarządzającego (Chief Operating Officer) koncernu. Przedtem odpowiadał za działania firmy w Europie, a wcześniej w Azji. Jest pierwszym dyrektorem generalnym McDonald?sa spoza USA.
Zmarły w poniedziałek Cantalupo, który prowadził firmę od stycznia zeszłego roku, chcąc zwiększać przychody, postawił na poprawę obsługi i zdrowsze jedzenie - m.in. na sałatki czy desery jogurtowo-owocowe. Pod koniec marca te same pozycje trafiły do menu w Wielkiej Brytanii i Niemczech, a wkrótce McDonald?s wprowadzi je w innych krajach. W zeszłym roku Europa reprezentowała ok. 34% - wynoszących 17,1 mld USD - przychodów firmy.
Dobre wyniki w USA wywindowały akcje McDonald?sa o 66% w ciągu 12 miesięcy, do prawie 27 USD wczoraj. Papiery innych firm z branży - Wendy?s czy Panera Bread - radziły sobie ostatnio znacznie gorzej. A jeszcze w 2002 r. sytuacja była dokładnie odwrotna.