Pod koniec ubiegłego roku przedsiębiorstwo zbożowe PZZ Bolesławiec poinformowało o zamiarze budowy - we współpracy z niemieckimi firmami (Ferrostaal i WIG - LER) - zakładu produkującego biokomponenty do paliwa. Spółka podpisała nawet warunkową umowę. Kontrakt miał wejść w życie, jeśli zaakceptują go władze koncernu Ferrostaal/MAN oraz niemiecki Hermes (gwarantujący umowy eksportowe). Warunkiem rozpoczęcia inwestycji było również podpisanie przez prezydenta ustawy o biopaliwach oraz wydanie do niej przepisów wykonawczych.
Spory o aport
- Część warunków została spełniona, a spełnienie innych nie jest problemem. Problem w czym innym - mówi Jerzy Kuchciak, prezes firmy. - Chodzi o uznanie przez Ferrostaal wartości aportu, jaki chcemy wnieść do wspólnego przedsięwzięcia. My uważamy, że aport jest więcej wart, oni, że mniej - to normalne. Dopóki się nie dogadamy, nie przekażemy partnerom umówionej zaliczki w wysokości około 3 mln euro.
Polska spółka chciała lepiej wykorzystać majątek, którym dysponuje - grunty, elewatory, magazyny i urządzenia do suszenia zbóż. Jako aport aktywa miały trafić do spółki założonej z niemieckimi partnerami (którzy zobowiązali się dostarczyć maszyny do produkcji biokomponentów z rzepaku). - Wycena aportu określi nasz udział w joint venture, przy czym będzie to udział mniejszościowy - mówi prezes Kuchciak.
Zgodnie z założeniami przedsiębiorstwa, zakład biodiesla powinien ruszyć już w przyszłym roku. Ma przetwarzać 100 tys. ton rzepaku rocznie, umożliwiając produkcję m.in. 40 mln litrów biodiesla. - Jeśli negocjacje się przeciągną, uruchomienie zakładu opóźni się - twierdzi J. Kuchciak. A jeśli nie dojdzie do porozumienia między partnerami? - To nie będzie inwestycji - twierdzi prezes.