W czwartek GUS podał, że polskie stocznie zbudowały w ubiegłym roku 14 statków, czyli o 16 jednostek mniej niż w 2002 r. Tak wielka zapaść sektora to wynik problemów z zadłużeniem i przestojami produkcji. W gdyńskiej stoczni, największej w kraju, produkcja stanęła w ubiegłym roku na niemal szcześć miesięcy. W rezultacie zakład ukończył zaledwie cztery jednostki warte 160 mln dolarów. Plany na ten rok są dużo lepsze. - Zamierzamy wybudować 12 statków o wartości 470 mln dolarów - poinformował Mirosław Piotrowski, rzecznik prasowy zakładu. Łączny portfel zamówień w polskich stoczniach na koniec roku to 75 jednostek, ocenianych na 3,4 mld USD. Dane GUS wskazują ewidentnie na wzrost popytu o prawie 50% w stosunku do końca 2002 roku. Boom wynika z sytuacji na rynkach światowych. Armatorzy wymieniają bowiem flotę, co potrwa jeszcze przez 1-2 lata. A to dla krajowych stoczni niepowtarzalna szansa na wygrzebanie się z dołka.
Publiczna pomoc
Rząd pomaga więc branży, jak może. W czwartek dokapitalizował gdyńską stocznię pakietem akcji wartych 80 mln zł. - Zamierzamy przeznaczyć tę kwotę na spłatę zobowiązań wobec wierzycieli, głównie ZUS i dostawców, a także na niewielkie inwestycje - powiedział Mirosław Piotrowski. Zadłużenie zakładu sięga 800 mln zł. Wczoraj minister skarbu Zbigniew Kaniewski przyznał, że dokapitalizuje kwotą 90 mln zł także Agencję Rozwoju Przemysłu, która realizuje projekt restrukturyzacji sektora. Pozwoli ARP na wykup majątku po upadłej Stoczni Szczecińskiej Porta Holding i przekazanie go Stoczni Szczecińskiej Nowa, która kontynuuje produkcję. Dodatkowo Agencja przewiduje na ten rok kolejne pożyczki i poręczenia dla Gdyni - odpowiednio 20 i 50 mln zł. Dokładny plan restrukturyzacyjny dla szczecińskiej SSN będzie dopiero opracowywany. Do wczoraj czekano bowiem na umowę z syndykiem Porty, która pozwoli na uzdrowienie sytuacji wokół stoczni. - Próby pozostawienia majątku w holdingu powodowały obawy wśród banków i armatorów, czy SSN będzie mogła prowadzić działalność i czy jej sytuacja jest wiarygodna - mówił w Szczecinie Jacek Piechota, wiceminister gospodarki.
Przeszkodzić mogą ceny stali
Tymczasem o tym, czy stocznie dobrze spożytkują państwową pomoc, zadecydują negocjacje. Większość realizowanych obecnie kontraktów była zawierana 2-3 lata temu, kiedy ceny stali - kluczowego surowca do produkcji - były o połowę niższe. - Musimy więc renegocjować tamte umowy, inaczej ponosimy straty. Ze zmianami warunków nie powinno być jednak większych problemów, ponieważ nasi kontrahenci uwzględniają nową sytuację na rynkach surowców - stwierdził rzecznik gdyńskiej stoczni.