Początek tygodnia był fatalny. Końcówka także, ale już w innym znaczeniu. Pierwsze trzy dni notowań upłynęły pod znakiem uśpienia, w ramach budowanej jeszcze w poprzednim tygodniu konsolidacji. Aktywność graczy spadała, co nie dziwi, gdy na sesji dzieje się niewiele. Ktoś musiał nas z tego letargu wyrwać. Zrobił to w czwartek. Właśnie wtedy nastąpiło wybicie dołem z konsolidacji. Początkowo było ono jeszcze niemrawe - gdy okazało się, że nie ma komu bronić kursów spadek przyspieszył.

W piątek mieliśmy okazję poznać siłę popytu. Właściwie należałoby powiedzieć jej brak. Oczekiwano, że piątkowa sesja będzie odreagowaniem czwartkowego mocnego spadku. Miało pojawić się odbicie. Niestety ciężko mówić o odbiciu. Kursy rosły jedynie na początku sesji, by szybko wejść w trend boczny. Właściwie przez całą sesję poruszaliśmy się w wąskim kanale. Nie tego się spodziewano. Nasz rynek praktycznie nie zareagował na bardzo dobrą sesję w USA. Wzrost na rynkach światowych został zupełnie zignorowany. Zamknięcie blisko poziomu minimum nie pozostawia wiele miejsca na dylematy co do posiadanych pozycji.

Mowa oczywiście o krótkim terminie. Tu wybicie z konsolidacji było dobrym sygnałem. Teraz warto poczekać na wydarzenia, jakie pewnie będą miały miejsce w okolicy wsparć średnioterminowych na początku przyszłego tygodnia. Mamy tu styk dwóch sprzecznych "powiedzonek giełdowych": trend ma większe szanse na kontynuację oraz jeśli jakieś wsparcie wcześnie zadziałało to są większe szanse, ze zadziałała ponownie. W krótkim terminie mamy trend spadkowy i zbliżamy się do linii trendu średnioterminowego. Co zwycięży: młody trend czy wsparcie w średnim wieku? Wczorajsza sesja nie wskazuje, by szacunek dla starszych był tu najwyższą cnotą.