Gdyby MF zdecydowało się wprowadzić obligacje w euro zgodnie z planem - w momencie wejścia Polski do Unii Europejskiej - inwestorzy musieliby płacić za nie gotówką. W przeciwnym razie ich zakup byłby nieopłacalny. Opłaty za przelewy z rachunków dewizowych są bowiem dużo wyższe od złotowych. Poza tym, takie przelewy "idą" dłużej.
- W tej chwili nie ma w Polsce systemu, który rozliczałby płatności walutowe - wyjaśnia Michał Szymański, dyrektor wydziału strategii i rozwoju Krajowej Izby Rozliczeniowej. - W praktyce dokonanie przelewu walutowego w Polsce nie różni się niczym od zrealizowania takiej samej płatności za granicą. W taką operację zaangażowanych może być nawet kilka banków. Stąd dłuższy czas i wyższe koszty - dodaje.
Sytuacja zmieni się, gdy w Polsce wprowadzony zostanie nowy system Euroelixir. - Wtedy przelewy w euro będą realizowane równie sprawnie, jak złotowe - zapewnia M. Szymański. Warunkiem jest jednak uruchomienie przez NBP systemu Sorbnet-Euro. Będą w nim prowadzone rachunki (w euro) banków komercyjnych w banku centralnym. Oba systemy mają ruszyć w listopadzie.
A to oznacza, że zapowiadane na maj obligacje we wspólnej walucie mogą się pojawić najwcześniej w grudniu. I to też pod warunkiem, że MF rozwiąże również inne problemy techniczne. Chodzi m.in. o obrót nowymi instrumentami. Ministerstwo chce, aby były one notowane na giełdzie. Aby było to możliwe, biura maklerskie muszą prowadzić rachunki inwestycyjne w euro. Rozmowy w tej sprawie trwają.
Kolejny problem to pobór podatku od nowych obligacji. Ponieważ odsetki mają być wypłacane w euro, podatek też powinien być naliczany w tej walucie. Z tym problemem muszą sobie poradzić urzędy skarbowe.