Moje ulubione pytanie, zadawane kandydatom, brzmi niepozornie: "Co mógłby Pan wymienić jako swoje największe osiągnięcie?". To pytanie zaskakuje. O ile każdy ma przygotowaną odpowiedź na pytanie o swoich największych zaletach, rzadko kto z marszu potrafi wymienić kilka własnych przekonujących sukcesów. Choć moi kandydaci są dobrzy i mają się czym pochwalić. Skąd u nich taka bezradność. Po prostu rzadko myślą w tej kategorii.
Podam przykład trzech najczęstszych błędów, z którymi się spotykam.
Pierwszy to definiowanie swoich osiągnięć poprzez negatywy, np: "Moim sukcesem jest dojście do tego stanowiska"; "Przetrwałem trudny okres"; "Walczyłem o sukces, wykorzystując wszelkie możliwości".
Drugi rodzaj błędu to skupienie się wyłącznie na własnej osobie, np: "Osiągnąłem najlepszy wynik na studiach MBA w jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w Polsce"; "Jestem pierwszym Polakiem w historii firmy, który dostał nagrodę prezesa całego koncernu"; "Mój zespół poszedłby za mną wszędzie".
Trzeci rodzaj błędu to podawanie osiągnięć bez porównywania ich, np.: "Osiągnąłem wzrost sprzedaży o 25%". Mimo że ta wypowiedź brzmi dużo lepiej niż dwa poprzednie przykłady, to jest jeszcze mało przekonująca. Otóż rynek mógł wzrosnąć w tym czasie o 30% w kategorii jego produktów, nakład marketingowy być dwukrotnie większy niż w poprzednim roku, a marża handlowa mogła zbliżyć się do zera itp.