Przebieg wczorajszej sesji pokazał, że po czwartkowej silnej fali wyprzedaży strona popytowa wciąż nie może dojść do siebie. Inwestorzy dostali bardzo wyraźny sygnał ostrzegawczy i w obecnych okolicznościach trzeba będzie raczej odczekać jakiś czas, zanim pojawi się bardziej zdecydowany popyt. Aktualnie na rynku terminowym obserwujemy typowe symptomy "szoku" - baza uległa znacznemu skurczeniu i nie widać nieuzasadnionych ataków byków. Paradoksalnie w takich momentach często tworzy się podstawa do kolejnej fali wzrostowej.

Z technicznego punktu widzenia obraz rynku uległ jednak pogorszeniu, a ostatnie sesje należy interpretować jako chwilową stabilizację przed dalszymi spadkami. W czwartek przełamana została 15-sesyjna średnia krocząca, a w ostatnich miesiącach przełamanie tego wsparcia owocowało zazwyczaj dalszą, kilkudziesięciopunktową przeceną. Od początku roku wykres kontynuacyjny kontraktów znajduje się w kanale trendu wzrostowego, którego dolna linia przebiega na wysokości około 1760 pkt. Na tym poziomie można zlokalizować najbliższe wsparcie, które powinno zostać obronione przy założeniu, że zwyżka w średnim terminie ma być kontynuowana. W przeciwnym przypadku realne może się okazać widmo silniejszej korekty, która mogłaby znieść kurs kontraktów do poziomu 1650 pkt - na tej wysokości przebiega bowiem linia trendu długoterminowego.

Wskaźniki techniczne w większości przypadków zniechęcają do otwierania krótkich pozycji. Gwałtowny sygnał sprzedaży wygenerował MACD, który podąża w kierunku poziomu równowagi. Negatywnie także prezentują się wskaźniki RSI, Price ROC czy ADX. Jedynie oscylatory szybkie informują o wyprzedaniu rynku w krótkim terminie - trudno jednak brać to za sygnał wiarygodny.