- Denerwowałbym się, gdybym pozostawił na weekend długie pozycje w złotych - mówi Artur Wróbel, dealer walutowy z Banku Handlowego. - Nie spodziewam się euforii na rynku w pierwszych dniach maja - dodaje. Jego zdaniem, wejście Polski do Unii Europejskiej jest pozytywnie odbierane przez inwestorów, ale nastrój na rynku psują zawirowania polityczne. - Nie wiadomo, czy Markowi Belce uda się utworzyć rząd, skoro prawie wszystkie partie chcą wcześniejszych wyborów - twierdzi.
- Trudno powiedzieć, co wydarzy się na rynku w ciągu najbliższych kilku dni. Sytuacja zmienia się z dnia na dzień: zagraniczne banki na przemian kupują i sprzedają złotego - mówi Tomasz Kubicki, dealer walutowy z banku Pekao. Raczej oczekuje jednak umocnienia niż osłabienia złotego do euro w pierwszych dniach maja. - Rząd Belki pewnie powstanie, chociaż nie na długo - mówi T. Kubicki. Europejska waluta kosztowała wczoraj po południu 4,77 zł, wobec 4,78 zł na otwarciu.
Specjaliści odradzają też zakup polskich obligacji. - Wejście do UE nie wywoła fali optymizmu na rynku - twierdzi Tomasz Stadnik, zarządzający funduszami dłużnymi PKO/Credit Suisse TFI. - Można liczyć na popyt ze strony graczy, którzy do tej pory nie mogli kupować polskich papierów ze względu na limity inwestycyjne. Ale z drugiej strony, zmiana nastawienia Rady Polityki Pieniężnej na restrykcyjne nie wróży dobrze naszym obligacjom - dodaje.
Wzrostu cen polskich papierów nie spodziewa się też Joanna Kosacka, dealer z Kredyt Banku. Główny powód to ryzyko polityczne. - Niebezpieczna jest też, niska płynność na rynku. Wiele banków nie pracuje ze względu na odbywające się w Warszawie forum ekonomiczne - dodaje J. Kosacka.
W czwartek na rynku obligacji było bardzo nerwowo. W porannym handlu rentowność najpopularniejszych papierów pięcioletnich wzrosła do 7,55%. Po południu sytuacja uległa zmianie: inwestorzy zaczęli kupować nasze obligacje. Dochodowość spadła do 7,48%.