Dlaczego właściwie wstępujemy do Unii? Unia, powołana do życia traktatami rzymskimi w 1957 roku (wówczas jeszcze pod nazwą Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, przekształconej w Unię Europejską dopiero w latach 90.), powstała początkowo przede wszystkim jako twór polityczny. Głównym celem było zapobieżenie przyszłym wojnom europejskim poprzez pogłębienie gospodarczej współpracy Francji, Niemiec, Włoch i krajów Beneluksu (por. ramka 1). To, co rozpoczęło się głównie jako zamierzenie polityczne, przekształciło się z czasem w niezwykle udany eksperyment gospodarczy. Integracja gospodarcza krajów Unii postępowała stopniowo naprzód, aż do wprowadzenia wspólnej waluty. Towarzyszyło temu stopniowe rozszerzanie się z niewielkiej grupy krajów zachodniodnioeuropejskich, do tworu gospodarczego obejmującego niemal całą Europę Zachodnią, Południową i Środkową. Mieszkańcy zachodniej Europy ogromnie skorzystali na tym procesie: nie tylko zapewnił im dziesięciolecia pokoju i stabilności, ale i przyczynił się do znacznego zmniejszenia różnic w poziomie życia i wydajności pracy w stosunku do USA. Cokolwiek krytycznego by nie mówić o obecnej dynamice gospodarczej Unii, w minionym półwieczu była ona przykładem gospodarczego sukcesu. Dziś Unia zajmuje na mapie gospodarczej świata jedno z dwóch pierwszych miejsc - w jednych dziedzinach za USA, w innych przed (por. ramka 2).
Jaka jest główna motywacja w przypadku wstępowania do Unii krajów o tyle uboższych, jak Polska, Czechy czy Łotwa? Wstępuje się głównie po to, aby uzyskać warunki do szybszego rozwoju. Stabilna sytuacja gospodarcza krajów członkowskich Unii pozwala korzystać z owoców tzw. realnej konwergencji, czyli rynkowej presji na tym szybszy wzrost PKB, im uboższy kraj staje się członkiem Unii (por. ramka 3). Zjawisko to występowało w przeszłości, pozwalając takim krajom jak Włochy czy Irlandia dogonić początkowo zamożniejszych partnerów, a Hiszpanii, Portugalii i Grecji znacząco zmniejszyć dystans dzielący od reszty Europy. Powinno więc wystąpić również w przypadku nowych krajów członkowskich.
Poza konwergencją realną, możemy także z czasem liczyć na konwergencję nominalną, czyli uzyskanie takiej samej stabilności gospodarczej - mierzonej zwłaszcza stopą inflacji - jak obecnie w krajach "starej" Unii. To będzie jednak wymagać wysiłku na rzecz wprowadzenia w Polsce euro.
Procesy konwergencji - realnej i nominalnej - nie czynią kraju z dnia na dzień ani zamożnym, ani stabilnym. Są to procesy długookresowe, a ich prawdziwe efekty widać dopiero po latach. Najważniejsze jednak, aby się zaczęły.
Ramka 1. Krótka historia gospodarcza Unii Europejskiej