Piątkowa sesja zakończyła ostatni tydzień Polski poza Unią Europejską. Wszędzie radość, fanfary, okolicznościowe przemówienia i dyskusje, co możemy wnieść do wspólnoty. Daleko nie trzeba szukać. Już pierwsze dni naszego pobytu w Unii to czas jak najbardziej dla Polaków znamienny - majowy weekend. Wprawdzie w tym roku, jak na złość, zyskujemy tylko jeden dzień wolny, ale i tak nie burzy to specyfiki tego okresu. Już można założyć, że aktywność życia w Polsce obniży się o połowę.

Polacy są świetni w znajdowaniu okazji do byczenia się. Wiadomo także, że grupa inwestorów giełdowych to ludzie, którym kombinowanie wychodzi najlepiej. Dla nich długi weekend zaczął się już w piątek. Można to poznać po aktywności na rynku. Ta była wręcz mikroskopijna. Niby niewinne lenistwo nic nie znaczy, ale licho nie śpi. Technicy jednoznacznie odbierają piątkowa spokój. Ta jednoznaczność wynika z tego, że taka sesja pojawiła się zaraz po czwartkowym spadku.

Przypomnijmy, że właśnie w czwartek padły poważne sygnały sprzedaży, istotne już ze średnioterminowego punktu widzenia. Piątek był okazją dla popytu, by ten pokazał, że tak łatwo nie odda pola niedźwiedziom. Okazało się jednak, że niczego nie pokazał i faktycznie pole oddał. Przebieg piątkowych notowań trudno nazwać nawet odbiciem. Lekki wzrost przy śladowym obrocie potwierdza panowanie podaży. Mamy podobną sytuację do piątku z poprzedniego tygodnia. Wtedy były jeszcze wątpliwości, czy wsparcia zostaną przebite. Dziś już takich wątpliwości nie ma. Ostatnie dwa czwartki powinny być długo pamiętane przez polskich inwestorów. Trzeba przyznać, że rynek akcji dość specyficznie wkracza do Unii Europejskiej. Gdy inni się cieszą, naszym inwestorom w oczach kręcą się łzy.