Do niektórych formacji technicznych analitycy wracają jeszcze wiele lat po tym, jak zostały zbudowane i zrealizowane. Chyba najczęściej pojawia się w komentarzach głowa z ramionami, którą japoński Nikkei zakończył kreślić na początku lat 90. Mimo że formacja posiada dość ewidentne wady - "przykurczone" ramiona, 8-letni ruch powrotny - jest wzorem, do którego przyrównuje się zachowanie amerykańskiego S&P 500.
Analizowanie formacji, których znaczenie ociera się o długi termin, "w którym wszyscy będziemy martwi", ma ograniczony sens. Chyba że formacja powstaje u naszych zachodnich sąsiadów i może mieć wpływ na notowania przez wiele miesięcy.
Nie ulega wątpliwości, że na rynkach rozwiniętych ostatnie półtora roku to odreagowanie bessy trwającej od marca 2000 roku do października 2002 roku (ew. marca 2003 r.). Bessy, którą na niemieckim rynku akcji (wykres miesięczny indeksu DAX) obrazuje budowana przez 4 lata głowa z ramionami. Spadek, wynikający z wysokości formacji, został właściwie zrealizowany, kiedy na koniec marca 2003 roku DAX znalazł się na 2423 pkt. Policzmy: głowa - 7644 pkt; linia szyi - 4400 pkt; punkt wybicia - 4300 pkt. Wysokość formacji to 43%, skąd otrzymujemy prognozę spadku do 2450 pkt. Obliczenia przeprowadzone w ujęciu punktowym wskazują na zniżkę DAX w okolice 1200 pkt.
Spadek, po wybiciu z formacji, przebiegał w ekspresowym tempie i był nieproporcjonalnie krótki do czasu, w jakim budowała się głowa z ramionami. Martin Pring, jeden z popularniejszych "techników", twierdzi, że w takim wypadku możliwy jest powrót do poprzedniego trendu, jednak pod warunkiem zbudowania podobnej formacji, która stała u podstaw aktualnego ruchu cen.
Formacja warta jest odświeżenia, bo w styczniu tego roku niemiecki indeks ponownie znalazł się w okolicy linii szyi. Od tego czasu indeks ma kłopoty z kontynuacją zwyżki. Albo byki przebiją się dalej i widmo powrotu do bessy zostanie zażegnane, albo spadek poniżej 3730 pkt rozpocznie kolejną falę wyprzedaży.