Zdaniem Jacka Piechoty coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że inwestorem w Daewoo FSO zostanie inny koncern niż GM Rover. Wiceminister dodaje, że rozmowy z innymi zainteresowanymi są co najmniej tak samo zaawansowane, jak rozpoczęte dużo wcześniej negocjacje z Brytyjczykami.
Chińskie rovery
Przypomnijmy, że GM Rover, który do niedawna był uważany za najpoważniejszego kontrahenta, powiadomił ostatnio stronę polską, że jego inwestycyjnym priorytetem są teraz Chiny, a nie Żerań. Na szczęście pod koniec kwietnia Daewoo FSO otrzymało przedłużenie umowy licencyjnej na produkcję i sprzedaż modeli lanos i matiz. Był to warunek konieczny, aby fabryką zainteresował się jakikolwiek inwestor, gdyż brak licencji oznaczałby, że już jesienią br. produkcja w stołecznych zakładach musiałaby w ogóle stanąć.
- Nie ma takiego inwestora, który gotów byłby kupić fabrykę od Koreańczyków i od skarbu państwa i ponieść koszty funkcjonowania w momencie, w którym wygaszona byłaby produkcja tych modeli - mówi wiceminister. - Tak naprawdę dopiero teraz jesteśmy przygotowani do tego, żeby rozmawiać konkretnie z potencjalnym partnerem - dodaje.
Na korzyść fabryki na Żeraniu przemawia również to, że w ostatnich dniach Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na udzielenie firmie pomocy publicznej ze strony skarbu państwa. Ostatnie walne zgromadzenie akcjonariuszy Daewoo FSO zdecydowało o podniesieniu kapitału zakładowego spółki o 26,5 mln zł. Ma się to odbyć poprzez emisję nowych akcji, które obejmie skarb państwa.