Wreszcie coś drgnęło w temacie "inwestycje". Na to w każdym razie wskazują ostatnie, szczątkowe jeszcze, informacje. Dlaczego w sytuacji tak wyraźnego wzrostu gospodarki w ostatnich kilkunastu miesiącach dopiero teraz, i to wciąż jeszcze nieśmiało, polscy przedsiębiorcy decydują się dokonywać wydatków inwestycyjnych?
Odpowiedź na to pytanie można rozpatrywać w kilku aspektach. Z całą pewnością musimy powiedzieć o kwestiach czysto ekonomicznych. W Polsce bardzo wyraźnie wzrosła w ostatnim czasie wydajność pracy. Z jednej strony jest to efekt inwestycji bezpośrednich. Wbrew temu, co się powszechnie sądzi w niektórych środowiskach politycznych, znaczna części zakładów produkcyjnych zlokalizowanych w Polsce należy do bardzo nowoczesnych. Najlepszym przykładem jest tu przemysł motoryzacyjny.
Polskie fabryki należą często do perełek pod tym względem w międzynarodowych koncernach. Z drugiej strony, również rdzenne polskie zakłady stają się coraz nowocześniejsze. Spowolnienie gospodarki wymusiło restrukturyzację oraz poszukiwanie zbytu poza granicami. To było motorem postępu. Kilkunastoprocentowy wzrost wydajności spowodował powstanie rezerw produkcyjnych, które mogły zostać wykorzystane dopiero wtedy, kiedy poziom zamówień wzrósł bardzo wyraźnie. A z taką sytuacją w zeszłym roku mieliśmy do czynienia tylko w niektórych branżach. Innymi słowy: ożywienie było za słabe, aby wymusić poważne inwestycje.
Z całą pewnością problemem dla niektórych przedsiębiorstw, szczególnie małych i średnich, mogła być perspektywa wejścia do Unii Europejskiej i narosłe wokół tego przesądy. Część inwestorów mogła się bać poważnych decyzji inwestycyjnych, nie wiedząc tak naprawdę, co ich czeka. Nie pomagało ani to, że środków własnych było coraz więcej, ani to, że kredyty bankowe były tańsze i coraz bardziej dostępne. Łatwiej było też finansować się z innych źródeł. Pamiętajmy, że w ostatnim czasie spadły koszty emisji akcji czy też obligacji. Zresztą akurat te ostatnie możliwości wciąż nie są przez znaczną część polskiego biznesu należycie rozpoznane.
Ale ja chciałem zwrócić uwagę na inną kwestię. I ona właśnie pojawiała się bardzo często w moich rozmowach z przedsiębiorcami. Chodzi mi o stabilność przepisów i przewidywalność czegoś, co można określić jako sytuację polityczno-prawną.