W piątek warszawska giełda kontynuowała zniżki. Indeks dużych spółek zakończył dzień ponad 1-proc. spadkiem (1704,3 pkt). Na wykresie została wyrysowana długa czarna świeca, która w połączeniu z przełamaną 14-miesięczną linią hossy (dołki z 30 kwietnia oraz 20 listopada ub.r.) nie wróży najlepiej na przyszłość. Wiele wskazuje więc na to, że w najbliższych dniach indeks będzie dalej podążał na południe.
Pierwszym liczącym się wsparciem jest poziom 1655-1668 pkt. Tworzą je luka hossy z 9 lutego oraz dołek 24 lutego br. Tam też oczekuję większej aktywności popytu i 2-3 dniowej wzrostowej korekty. Prawdopodobieństwo odreagowania zwiększa również krótkoterminowe wykupienie rynku. Po piątkowej sesji RSI(8) ma wartość 23 pkt. Z podobną sytuacją mamy do czynienia na wykresach większości spółek wchodzących w skład indeksu WIG20. Stąd też będzie rosła presja na łapanie dołka.
Po zakończeniu korekty spadki będą kontynuowane. Przyjmując optymistyczny scenariusz, mówiący o tym, że ostatnie pogorszenie koniunktury jest niczym innym jak tylko korektą ponad rocznego trendu wzrostowego, zakończenia spadków najwcześniej można oczekiwać w okolicach 1610-1620 pkt. Poziom ten jest pochodną ubiegłotygodniowego wybicia dołem z czteromiesięcznego kanału wzrostowego.
Sądząc jednak po licznych sygnałach sprzedaży, jakie zostały wygenerowane w ostatnim czasie, należy raczej oczekiwać, iż szansa na powstrzymanie niedźwiedzi pojawi się dopiero na 1415 pkt (średnioterminowy dołek z listopada zeszłego roku). Potwierdza to wykres tygodniowy. Wyhamowanie wzrostów tuż poniżej 61,8-proc. zniesienia bessy z lat 2000-2001, formacja spadającej gwiazdy, wstępny sygnał sprzedaży na MACD, a następnie spadek poniżej linii hossy, to wszystko sugeruje koniec rynku byka.
Jeżeli to zestawimy z aktualna sytuacją na Wall Street, z dużym prawdopodobieństwem należy przyjąć, iż lato będzie należało do niedźwiedzi. Tym samym można spokojnie jechać na wakacje, bez obawy, że ucieknie nam jakaś okazja inwestycyjna. Na zastanawianie się nad kupnem akcji będzie czas dopiero w przypadku udanej obrony listopadowego dołka.