Pan premier Marek Belka chce być wrażliwy społecznie. Czyli - nic nowego pod słońcem. Nie pamiętam rządu, któryby nie chciał być wrażliwy społecznie i wyciągać ręki do ubogich. Kończyło się to zwykle na tym, że ubogich było coraz więcej, a wyciąganie ręki zamieniało się w wyciąganie pieniędzy z kieszeni podatników. A poparcie leciało na pysk. Ostatni, wrażliwy społecznie rząd miał na końcu poparcie w granicach błędu statystycznego, a wdzięczny lud opowiada o jego szefie kawały, które podczas okupacji kursowały o hitlerowcach.
Na czym ma polegać wrażliwość społeczna rządu Belki? Ano, na wicepremier Jarudze--Nowackiej, która - jak twierdzi OPZZ - zna się na problemach ubogich. A także - gejów i lesbijek, o czym OPZZ już nie wspomina. Ale OPZZ wie, co mówi - w sumie ma historię sięgającą w głąb PRL, która - jak wiadomo - była państwem ubogich.
Co proponuje pani wicepremier? Ano, zerowa stawka podatkowa dla najmniej zarabiających. Aż dziw bierze, że pani wicepremier jest z Unii Pracy, bo identyczny program ma Samoobrona. Nic dziwnego więc, że zwykły obywatel nie widzi różnicy i deklaruje poparcie dla partii Andrzeja Leppera. O takich pomysłach było też słychać wcześniej. No cóż, pani wicepremier nie zabłysła nowymi pomysłami, ale w końcu - gdyby je miała, nie byłaby w UP.
Żeby było jeszcze weselej, pan premier Belka chce łączyć wrażliwość społeczną z planem Hausnera. I wszyscy teraz czekają z niecierpliwością, żeby się dowiedzieć, jak on to chce zrobić. Bo to jak łączenie oliwy z wodą. Można tego dokonać tylko mocno potrząsając naczyniem, a efektem będzie - jak mówią chemicy - zawiesina. Czyli ciecz mętna, nieprzejrzysta i niestabilna. Podejrzewam więc, że taka też będzie polityka nowego rządu. A więc nie zmieni się nic w stosunku i do gabinetu Millera, i do administracji Buzka. Wyjdzie jedna wielka klapa.
Problem polega na tym, żeby ta wrażliwość społeczna była tania. Ale tak nie jest. To jej przede wszystkim zawdzięczamy dług publiczny, który wynosi ok. 400 mld zł. Taki mały prezencik od wrażliwych premierów - po 11 tys. zł do spłaty na głowę, wliczając w to osoby nieprodukcyjne, czyli niemowlaki, starców, Jarugę-Nowacką i Marka Pola. To dzięki wrażliwości społecznej mamy co roku deficyty po 40 mld zł. I dzięki nim stoimy przy granicy kryzysu finansów publicznych, który powiększy jeszcze rzeszę ubogich. Tyle tylko, że wtedy już nie będzie pieniędzy na kupowanie głosów pod szczytnymi hasłami upadających partii politycznych.