To był czerwony poniedziałek. "Czerwony" - bo takim kolorem oznacza się spadki notowań. Na zamknięcie sesji WIG20 miał 1655,9 pkt i była to najniższa wartość indeksu od 6 lutego. Od szczytu z 13 kwietnia wskaźnik stracił już 11,5% i jest to największy spadek w tym roku.
Na kilka minut przed godziną 22 wskaźnik Dow Jones Industrial Average tracił 1,3% i wynosił 9983 pkt. W tym samym czasie indeks giełdy technologicznej Nasdaq spadał o 1,2% do 1896 pkt. Amerykańskie wskaźniki zniżkowały do poziomu z połowy grudnia ubiegłego roku.
Wyprzedaż zaczęła się w Azji
Kiedy inwestorzy w Europie włączyli w poniedziałek rano komputery, zobaczyli znaczną przecenę na azjatyckich parkietach. Szósty dzień z rzędu spadł japoński Nikkei 225, który wczoraj stracił ponad 4,8%. Południowokoreański Kospi zniżkował o 5,7%, tajlandzki SET o 4,9%, Hang Seng w Hongkongu o blisko 3,6%. Do tak zmasowanej wyprzedaży akcji skłonił inwestorów splot informacji. Z jednej strony, ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy przekonały, że w USA podwyżka stóp procentowych zbliża się dużymi krokami. Z drugiej - Chiny zaczęły podejmować działania zmierzające do schłodzenia koniunktury gospodarczej. W minionym miesiącu zwiększono ograniczenia dotyczące kredytowania przez banki nowych projektów inwestycyjnych w zbyt szybko rozwijających się sektorach gospodarki. Teraz, w celu stłumienia inflacji, ma zostać wprowadzona kontrola cen na media i usługi dostarczane przez lokalne władze, takie jak: prąd, gaz, woda, transport publiczny. Jednocześnie pojawiły się spekulacje, że chińskie władze zdecydują się na podwyżkę stóp procentowych.
Spadają kursy nie tylko akcji