Kto po poniedziałkowej wyprzedaży oczekiwał wczoraj odreagowania, ten srogo się zawiódł. Po dość przyzwoitym otwarciu (13 punktów ponad przedwczorajszym zamknięciem), notowania przez cały dzień spadały. Na wykresie indeksu największych spółek powstała piąta kolejna czarna świeca. Zamknięcie na 1631 pkt jest już tylko 20 pkt wyższe od tegorocznego minimum.

Krajobraz po majowej wyprzedaży jest dość ponury - najpierw wykres indeksu spadł poniżej przyspieszonej, później przebił także główną linię trendu. Towarzyszyły temu liczne negatywne dywergencje, zarówno na wskaźnikach dziennych jak i tygodniowych. W ciągu czterech tygodni zniesiona została połowa ostatniej fali wzrostowej. Można zatem przypuszczać, że korygujemy całą zwyżkę, zapoczątkowaną w październiku 2002 r. W najbliższych tygodniach trudno będzie zarobić na inwestycji w akcje największych spółek.

W perspektywie krótkoterminowej dość prawdopodobne jest odreagowanie. Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze zrealizowany został zasięg spadku wynikający z wysokości formacji kanału, w którym wykres WIG20 przebywał od początku roku. Po drugie, dość silne wyprzedanie rynku sygnalizują wskaźniki techniczne. Spadek RSI do najniższego od lipca 2002 r. poziomu ma jednak przede wszystkim negatywną wymowę - oznacza, że trend średnioterminowy zmienił się na spadkowy.

Na wykresie wyznaczyć można dwie naturalne bariery dla wzrostu. Pierwszą stanowi przebita wczoraj długoterminowa linia trendu Prosta ta znajduje się teraz na 1675 pkt, co nie bykom zbyt wiele pola do popisu. Sugeruje raczej słabą, płaską korektę. Niewiele więcej miejsca daje poniedziałkowa drugi opór, wyznaczany przez lukę bessy - jej górne ograniczenie znajduje się na 1700 pkt. Na zamknięcie wczorajszej sesji wykres WIG20 znalazł się niemal dokładnie na poziomie zeszłorocznych jesiennych wierzchołków, co powinno dodatkowo zachęcić byki do walki. Ich sytuacja staje się coraz bardziej kłopotliwa.