W środę warszawska giełda oparła się presji sprzedających. WIG20 zyskał prawie 1% i zakończył tym samym serię pięciu spadkowych sesji z rzędu. Niestety nie da się jeszcze na tej podstawie przesądzać końca fali spadkowej. Tym bardziej, że zwyżce towarzyszyły niższe obroty niż podczas ostatnich spadkowych sesji. Także fakt, że zrealizowany został minimalny zasięg przeceny, wynikający z wysokości kanału wzrostowego (trwał od początku roku do końca kwietnia), nie oznacza końca przewagi niedźwiedzi. Wygenerowane podczas kilku ostatnich dni sygnały sprzedaży, wydają się mieć na tyle duże znaczenie, że nie można o nich zapominać po pierwszy lepszym odbiciu. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że nastąpiła przynajmniej średnioterminowa zmiana trendu na spadkowy. Do takiego wniosku skłania fakt, że 7 maja WIG20 spadł poniżej rocznej linii trendu.

Mimo to pewne szanse na krótkoterminowe odbicie dają wskaźniki techniczne, które podczas ostatnich sesji zawędrowały do stref wyprzedania. Znalazły się więc na podobnych poziomach jak podczas dołka w listopadzie 2003 roku. Warto zauważyć, że wtedy minimum kształtowało się poniżej głównej linii trendu, a mimo to na rynek powróciła hossa. Takiego scenariusza nie można wykluczyć i tym razem, ale opierając się na sygnałach analizy technicznej lepiej nie ryzykować teraz kupna. Wprawdzie dość prawdopodobne jest, że w najbliższym czasie indeks największych spółek dotrze do obszaru luki bessy z 10 maja (1699-1675 pkt), ale dopiero wybicie się ponad nią będzie można uznać za sygnał kupna. Będzie to o tyle istotny sygnał, że wtedy WIG20 powróci także powyżej przełamanej głównej linii hossy, która znajduje się niewiele powyżej 1700 pkt. To właśnie jej pokonanie jest w chwili obecnej najbardziej niekorzystnym, średnioterminowym sygnałem - zapowiada kontynuację trendu spadkowego aż do poziomu 1400 pkt. Ważą się losy wsparcia z wykresu tygodniowego (1630 pkt). Spadek poniżej tej bariery potwierdzi przewagę sprzedających.