Od dłuższego czasu utrzymują się wysokie ceny ropy naftowej. Na New York Mercantile Exchange cena za baryłkę tego nośnika energii przekroczyła nawet 41 USD (rekord w skali 21 lat, od kiedy giełda wprowadziła kontrakty na ten surowiec).
Stany Zjednoczone
Inna sprawa, że nie jest to takie dramatyczne, jak w czasie szoków naftowych lat siedemdziesiątych. Jest to cena w ujęciu nominalnym, która nie uwzględnia wpływu wzrostu cen dóbr i towarów konsumpcyjnych. Wedle szacunków British Petroleum, obecny kurs ropy naftowej stanowi w ujęciu realnym (czyli biorąc pod uwagę również wpływ inflacji) około połowy średniej ceny z 1980 roku (po rewolucji irańskiej z 1979 roku), kiedy baryłka kosztowała 78 USD.
Niemniej największa gospodarka na świecie jest wrażliwa na długotrwale utrzymujący się wzrost cen ropy naftowej. Analitycy zauważają, że wzmożony popyt na paliwa rozpocznie się niebawem. Mowa o Memorial Day (święto Dnia Pamięci), które przypada na ostatni weekend maja. Wysokie ceny nośników energii będą czynnikiem ograniczającym ruch pojazdów, ale także oznaczają wzrost kosztów eksploatacji mocy produkcyjnych korporacji. A to, po pierwsze, ogranicza zdolności generowania zysków, a, po drugie, przekłada się na wzrost inflacji.
W efekcie oczekiwania dotyczące zwyżki cen dóbr i towarów konsumpcyjnych rosną. Przykład: ostatni sondaż prestiżowego dziennika finansowego - "Wall Street Journal". 43 z 55 ekonomistów ankietowanych przez redakcję jest zdania, że jeszcze w czerwcu tego roku Fed podniesie po raz pierwszy stopy procentowe. Oprocentowanie funduszy federalnych ma się zwiększyć o 25 pkt. bazowych (do 1,25%). Do tej pory inwestorzy przywiązywali niewielką wagę do zacieśniania polityki pieniężnej, skłaniając się do tezy, że dojdzie do tego najwcześniej po wyborach prezydenckich zaplanowanych jesienią 2004 r. Czas najtańszego od 40 lat pieniądza skończył się. W takim środowisku akcje radzą sobie o wiele gorzej niż instrumenty mniej ryzykowne.